poniedziałek, 5 października 2015

Scarface- Deeply Rooted [September 4, 2015]




Nie chwaląc się zbytnio i pozwalając sobie na prywatę na samym początku wpisu, to, dobre ziomy, byłem jednym z pierwszych piewców talentu Brada Jordana w polskim internecie (Young Jeezy'ego, K-Rino i paru innych pewnie też). W czasach, gdy dzieciarnia jarała się "8 Milą", Funkowym Homosapienem czy inną Peją, ja cierpliwie klarowałem zdziwionym interlokutorom na hip-hop.pl- HOUSTON, GŁUPCZE. Dla mnie Scarface to absolutne top topów wszechczasów, czemu zresztą dałem wyraz w zapomnianym już, a wartościowym wszak rankingu sprzed lat, który to nadal aktualnym jest. Jakby nie patrzeć to za wiele Scarface'a na rapbzdurach nie było mimo wszystko, czuję więc, że tę recenzję jestem mu po prostu winny. A co o nim samym?
Równa, mocna dyskografia, szacunek w przekroju całego kontynentu, silny kręgosłup moralny, niezmiennie honorowy system wartości, posiadający w życiorysie także mroczne karty, wyposażony w jedne z najlepszych strun głosowych i smykałkę do opowiadania historii, weteran południowej sceny to idealny przykład człowieka, którego królem ogłoszono i chciano dać koronę, ale on nie pofatygował się nawet na ceremonię przyznania. Dla niego ważniejsi są przyjaciele, rodzina, życie. Przeszedłby jeszcze tylko test białej rękawiczki kol. Rozenek, potrafił przyrządzić dobrą sztukę mięsa to zaklinam się, mimo mojej 100% heteroseksualności, jakby spytał, czy wyjdę za niego...
No, ale będąc już prawie całkiem poważnym, to, przy zachowaniu wszelkich proporcji, to coś mam z 1/3 Geto Boys wspólnego, obaj jesteśmy przecież w jakiś sposób weteranami sceny. Raper z wiadomo jakich względów, ja choćby dlatego, że ze świecą szukać bloga o zagranicznym rapie, który nadaje od 5 lat, na którego ludzie regularnie wchodzą, nawet jeśli wiedzą, że dalej nowego wpisu nie ma.
Jak już skończymy heheszki to cóż, czywiście, że moja długowieczność nie może się równać z tą Face'a, ale fajnie czasem sobie pomyśleć, że jestem w tym środowisku hmmm, no właśnie, głęboko zakorzeniony.



sobota, 24 stycznia 2015

Lupe Fiasco- Tetsuo & Youth [January 20, 2015]




Nikt, nawet wasz ulubiony recenzent, nie wierzył chyba w 2010, na samiuśkim początku zabaw w krytykę muzyczną, że spotkamy się w tym samym miejscu 5 lat później, a popularność rapbzdur będzie na naprawdę zadowalającym poziomie. Wszystkim fanom, krytykom konstruktywnym i destruktywnym, czyli po prostu frustratom muszę jakoś chyba podziękować. Dzięki więc, chopy. Szczególne podziękowania dla tych, którzy byli ze mną od Dnia Zero, czyli, nie ukrywajmy, dość komicznej z dzisiejszej perspektywy recenzji "Blueprint 3" króla.
Niezmiernie miło mi jest zatem otworzyć ten 5 rok funkcjonowania bloga recenzją płyty wyjątkowej.
Lupe Fiasco nie pierwszy raz jest bohaterem moich literek, była recenzja dla glamrap, była krótka apologetyczna notka na blogu, która z racji zamieszania diakrytycznego może mieć dość niefortunny tytuł. Jako wiernego fana cieszy mnie więc niezmiernie, że Lupe wrócił. Z długiej podróży, poobijany, bogatszy o wiele kopów w zad, ale jednak zwycięski. Wielki. Totalny. Ktoś postawił fajną tezę, że "Tetsuo & Youth" to takie "MBDTF" dla Lupego, co mi pozostaje innego niż podpisanie się obiema rękami?



sobota, 20 września 2014

Najbardziej przereklamowani raperzy (Pt. 2)


Często, konsekwentnie przez 3 lata od premiery pierwszej części, domagaliście się, bym kontynuował ten cykl, bo przecież hejty tak fajnie i łatwo się czyta. Stąd zapewne brak z waszej strony żądań o cokolwiek nawet zbliżonego do "Najbardziej niedocenieni", "Najbardziej uśmiechnięci" czy "Najbardziej porządni". Prawda jest taka, że jesteście zwykłymi, marnymi frustratami, podobnie zresztą jak autor tego bloga, wolicie negatywne emocje, wylewanie żółci, złośliwość, jad i za to was zresztą kumple tak bardzo cenię.
Proszę więc, oto kolejna wyselekcjonowana piątka asów, których popularności sieah albo nie rozumie, ale nienawidzi.
Oto jedna z tych serii wpisów, które powodują, że ten blog ma taki sukces, a twój jest chujowy i nikt na niego wchodzi.


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Sieah ocenia freshmanów XXL [Vol.3]




Po raz trzeci, przyjaciele, droga Rodzino Rapbzdur, przychodzi mi mierzyć się z elitarną jednostką wybraną przez profesjonalnych redaktorów prestiżowego pisma. Skoro emocje już opadły, to możemy się na spokojnie im wszystkim przyjrzeć. Wbrew obiegowym opiniom rozmaitych Januszy i Sebów to mimo wszystko całkiem mocna reprezentacja. No właśnie, po wykluczeniu Augusta Alsiny, którego nie zamierzam oceniać (znacie mój stosunek do męskiego rnb), który został takim naszym Bereszyńskim tego wpisu, zostaje nam nie mniej, nie więcej, tylko jedenastka, Mourinho pewnie ze mnie żaden, ale postaram się poustawiać chłopaków na tyle dobrze, by chociaż na Ekstraklasę byli mocni.
Ustawienie? 1-3-4-3, z 2 skrzydłowymi wspomagającymi główne żądło naszej ekipy, jednym mocno cofniętym Makelelelowatym pomocnikiem wspomagającym często pierdołowatych obrońców. Diego Sieahone wie, jak złożyć coś z niczego, bez obaw, choć być może odejdziemy odrobinę od zasady, że drużynę buduje się od tyłu.



wtorek, 29 lipca 2014

[Skromny Hołd #2] Birdman, Slim, Cash Money


Bryan "Birdman" Williams, gdy zostanie wzięty na tapetę, zazwyczaj budzi duże emocje. Jest to jedna z tych postaci, której nienawidzą praktycznie wszyscy, za wszystko. Bo nie umie rapować, bo promuje marny rap, bo wstrzymuje premiery płyt pokaźnej ilości MC's z jego stajni, bo nie płaci ludziom, którzy mu pomogli, w ostateczności dlatego, że siedzi na górze dolarów, podczas gdy twój ulubiony raper musi grać 500 koncertów rocznie, by być na zero. Możecie jednak być spokojni, wasz hejting Birdman też ma wkalkulowany i odjęty od przychodu przez jego najbardziej zdolnego i najbardziej hebrajskiego księgowego.
Paradoksem może być, biorąc to wszystko pod uwagę, fakt, że wielka kariera braci Williams (bo jest jeszcze milczący przecie Slim) rozpoczęła się od wyraźnego "nie" rzuconemu w twarz 2 przedstawicielom dużych, bogatych wytwórni, którzy chcieli chłopaków uwiązać marniutkim kontraktem. Tasujecie się, jak robi to Macklemore, potasujcie się w takim razie pod podobny wszak czyn Birdmana, nie identyczny jednak, gdyż Cash Money wyszło na tym wszystkim znacznie, znacznie lepiej niż sympatyczny Irlandczyk. Dziś jego (Birdmana, nie Irlandczyka niezmiennie sympatycznego) nazwisko warte jest 170 milionów dolarów, jeździ Bugatti za 5 milionów i nosi biżuterię za 10 i nic nie wskazuje, by jego marsz miał ktokolwiek zatrzymać. A przecież zaczynało się od typowych, szarych i smutnych blokowisk...
No, ale po kolei. Oto przed wami ukochany hip hopowiec, umiłowany filantrop, troskliwy "ojciec" (może czasem aż za bardzo?) i drzazga w dupie wszystkich truskulowców. Prześledźmy jego drogę do fortuny, od samego początku. Oczywiście przyjrzymy się też historii jego wytwórni.
UWIE W TO! (no, nie wyszło)



poniedziałek, 7 lipca 2014

Cakes Da Killa- Hunger Pangs [June 18, 2014]




Tak się ostatnio zastanawiałem, czego na rapbzdurach jeszcze nie było, jakiego nurtu jeszcze nie dotknąłem. Jak dobrze wiecie sieah żadnego tematu się nie boi, był otóż Trip Lee ze swoim chrześcijańskim światopoglądem, pojawiali się nie do końca poważni gracze jak Lil B, były legendy, był Sage Francis, były pierdoły i nieudacznicy jak Papoose, był też kilkakrotnie K-Rino i jego monumentalne historie.
Wiecie, czego jeszcze brakuje? Czegoś na tyle kontrowersyjnego, by podzielić 2 siedzących przy stole cebulaków z Polski na 3 obozy opinii. Rapu pro-aborcyjnego póki co jeszcze nie ma, ale rapera geja pełnoprawnego już mamy. Rapera który reprezentuje raczej agresywny homoseksualizm, więc nie będzie, idąc za radą dobrych chłopaków z polskich ulic, siedział ze swoim zboczeniem w domu z dala od normalnych ludzi. Frank Ocean owszem zrobił pewien wyłom, ale pełnokrwisty raper bardziej przemawia do wyobraźni.
Jeżeli masz jakieś kompleksy na punkcie gejów, to twoja ostatnia szansa by odwrócić wzrok i spierdalać w podskokach. Gej to ponoć najlepszy przyjaciel kobiet, a czy zostanie najlepszym przyjacielem blogera? Zobaczymy.



niedziela, 22 czerwca 2014

[What Went Wrong?] Część 2- O 1 Życie Za Mało



Kilka razy na tym blogu pojawił się temat AZ, rapera z Brooklynu, dobrego kumpla Nasa (do czasu), jednej z wielkich nadziei Nowego Jorku (do czasu) i autora najlepszych wersów na "Illmatic" (to akurat pozostało).
Padało tam z Waszej strony pytanie- czemu się nie udało, dlaczego Nas tak, a AZ nie, przecież ma kozackie flow, jedna liga z Kool G Rapem, któryś parodysta nawet twierdził, że AZ powinien zająć miejsce Jaya.
Zwykle się mówi, że czyjaś kariera jest zbyt obszernym tematem, by ująć to w jednym poście. W przypadku Anthony'ego Cruza tak nie jest, więc oto jedna z odpowiedzi na wasze pytania- jedno z większych rozczarowań początku nowego millenium. Dostaniecie też 5 solidnych powodów, takich trumiennych gwoździ, które pomogą wam zrozumieć, czemu Cruz przepadł.