




Tak się ostatnio zastanawiałem, czego na rapbzdurach jeszcze nie było, jakiego nurtu jeszcze nie dotknąłem. Jak dobrze wiecie sieah żadnego tematu się nie boi, był otóż Trip Lee ze swoim chrześcijańskim światopoglądem, pojawiali się nie do końca poważni gracze jak Lil B, były legendy, był Sage Francis, były pierdoły i nieudacznicy jak Papoose, był też kilkakrotnie K-Rino i jego monumentalne historie.
Wiecie, czego jeszcze brakuje? Czegoś na tyle kontrowersyjnego, by podzielić 2 siedzących przy stole cebulaków z Polski na 3 obozy opinii. Rapu pro-aborcyjnego póki co jeszcze nie ma, ale rapera geja pełnoprawnego już mamy. Rapera który reprezentuje raczej agresywny homoseksualizm, więc nie będzie, idąc za radą dobrych chłopaków z polskich ulic, siedział ze swoim zboczeniem w domu z dala od normalnych ludzi. Frank Ocean owszem zrobił pewien wyłom, ale pełnokrwisty raper bardziej przemawia do wyobraźni.
Jeżeli masz jakieś kompleksy na punkcie gejów, to twoja ostatnia szansa by odwrócić wzrok i spierdalać w podskokach. Gej to ponoć najlepszy przyjaciel kobiet, a czy zostanie najlepszym przyjacielem blogera? Zobaczymy.








