niedziela, 8 czerwca 2014

50 Cent- Animal Ambition [June 3, 2014]





To dziwne, ale Curtis Jackson ani razu nie pojawił się jeszcze na tym blogu... Pewnym wytłumaczeniem może być fakt, że ostatni legalny materiał od niego wyszedł w 2009, a rapbzdury funkcjonują od 2010.
Dobra okazja do nadrobienia pojawia się właśnie teraz, bowiem na rynek weszła nowa studyjna płyta Goryla, która w pierwszym tygodniu ma ponoć sprzedać się w ilości... 30 tysięcy egzemplarzy ( z 5-tysięcznym marginesem błędu). Dla porównania, "Jesus Piece"- 86 tysięcy w analogicznym okresie, "Mastermind"- 179 tysięcy, a "Yeezus"... cóż, liczby nie wyglądają zbyt korzystnie dla człowieka trzęsącego hip hopem w latach 2003-2005. Na szczęście Fifciak, w odróżnieniu od takiego Ja Rule'a czy, o zgrozo, DMX'a był na tyle cwany, by rozszerzać swoją działalność także poza zwykłe wydawanie różnych jakościowo płyt z muzyką. To właśnie dzięki tym posunięciom dziś na liście Forbesa (przynajmniej tej tworzonej na potrzeby 2014 roku) znajduje się jedynie za naprawdę gigantycznymi postaciami naszego rapowego świata (Diddy, Dre, Jay, Birdman) i daleko przed Gayfishem, Rossem czy biednym tak w sumie Gejmem.
Fakt zasobności portfela Curtisa na pewno może cieszyć, gorzej natomiast z tym, co prezentuje na majku, nie pamiętam już bowiem, bym się jakimś jego trackiem jarał, od dawien dawna. Pastwienie się nad nową płytą czas więc zacząć, pastwienie niechętne, bo szkoda, że Ross, Game czy West mogą nagrywać bardzo dobre płyty, a Cenciak jakoś nie może...



50 Cent to raper, od którego większość z was zapewne zaczynała swoją przygodę z tą muzyką, potem co prawda dorośliście i dziś słuchacie Palucha i Tedego, ale nie ma co ukrywać, większość gimbów z tamtych lat miała "GRODT" na fizyku i zastanawiała się, czy w Siemiatyczach też są jakieś getta, w których można się nieszcześliwie wychować. Kariera Curtisa była bardzo burzliwa, naznaczona konfliktami i niestety odrobinę krótkotrwała. Nikt normalny w 2014 nie mówi, że czeka z wypiekami na nowy projekt 50 Centa, niemniej nowy projekt dostaliśmy i należy coś o nim napisać.


Mam niestety wrażenie, że Cenciak wydał ten album tak trochę od niechcenia. Zapowiedź w stylu "ok, weźcie to, ale to przedsmak przed "SKI"", promocja polegająca na wypuszczeniu praktycznie wszystkich kawałków do sieci przed premierą, budżetowa lista producentów i równie tania lista gości (Jadakiss i Kidd Kidd, o którym później, dograli swoje 16-ki zapewne za kilo jabłek).
To wszystko powoduje, że Zwierzęca Ambicja podobna jest trochę do "I Am Not A Human Being 2" autorstwa Wayne'a- macie, wydałem coś, kupcie to, a potem się odpierdolcie.
Nie muszę chyba mówić, że nie nastroiło mnie to wszystko zbyt optymistycznie zarówno do, jak i po odsłuchu, bo nowy cede rozczarowuje na całej linii, od samego gospodarza i jego progres przez dzierganą przez anonimów produkcję aż do wielkiej idei przyświecającej całej płycie. Wszystko można o tej płycie powiedzieć, ale na pewno nie jest wyrazem żadnej ambicji.
Ambicję bowiem Curtis stracił już jakiś czas temu, po dość bolesnej prestiżowej porażce w walce z Westem i jego "Graduation". Jeśli dziś albumy wydawane przez niego mają być dodatkiem do wywiadów, których udziela, to być może czas zawiesić majka na kołku, co już zresztą obiecywał pod warunkiem, że jego "Curtis" przegra wyścig z Gayfishem. Przegrał, nie odłożył. Dziś widzi mi się 50 bardziej jako rapowa wersja Wendy Williams, albo Hulka Hogana, w końcu ten też nagrywał jakąś mjuzik jako uzupełnienie swojej właściwej kariery.

Już sam początek albumu, pierwsze wersy w "Hold On" brzmią jak owoc jakiegoś wyjątkowo nudnego, niedzielnego przedpołudnia. 50 leniwie wskakuje na majk, wtóruje mu kanciasty, klasyczny do zarzygania podkład a biedny recenzent się tylko raduje, że wersja podstawowa ma tylko 11 tracków.
Dalej nie jest dużo lepiej, Curtis nie jest w stanie słuchaczy zaciekawić tymi samymi historiami po raz enty, na dodatek zarapowanymi leniwiej, na odwal się. To smutne, że w 2014 Wiz Khalifa brzmi znacznie ciekawiej niż bądź co bądź legenda amerykańskiego rapu. Ciekawiej brzmią też inni, np. Gunplay, na którego to 50 musiał nasłać pół swojej ekipy, stanowczo za dużo zachodu tylko po to, by jeden człowiek dostał w papę. No, ale jak mówiłem, kawałki hustlerskie, takie jak "Pilot" czy "Hustler" są dość marne, hmmm, to już było, image rapera z niebezpiecznej dzielnicy, który osiągnął swoje i wyrwał się z getta dziś nie jest już tak atrakcyjny jak w 2003.
Warstwa tekstowa płyty to praktycznie ten sam kotlet, który serwował nam przez te ostatnie kilka lat, minus trochę uroku- słychać to zwłaszcza w refrenach, które podśpiewane tak samo przecież koślawo w 2003 dawały dużo więcej radochy. Tymczasem na wymienionych wyżej kawałkach, czy też w "Everytime I Come Around" słucha się tego z pulsującym bólem między uszami, zwłaszcza na dobrych słuchaweczkach (Sennheiser > Beats by Dre). Brakuje jakoś tej płycie hmmm zajawki, iskry, świadectwa tego, że Cenciakowi się jeszcze chce. Nie pomaga nawet czasem bangerski bit, kiedy autor pisze tak absurdalne zwrotki, które może przeszły by na debiucie.

Don't worry 'bout what they talking 'bout
Don't tell me what that bitch done said
I'm done with her, you can go with her
I'm leaving here with another bitch
Don't worry 'bout how they look at me
My diamonds on, damn, look at me

50 Cent może sobie twierdzić, że Jay jest najbardziej przereklamowanym raperem, niemniej w odróżnieniu od Hovy nie posiada on na tyle wdzięku w swoich 16-kach, by człowiekowi po raz kolejny chciało się słuchać o tym, jaki to on jest bogaty. A o tym w większości "Animal Ambition" jest. Czasem owszem pojawiają się smaczki, np. wspomnienie związku z Ciarą czy sprawdzone info o tym, że jego była przemycała dla niego narkotyki w majtach, ale za mało jest tu treści, za mało krwi.
Pewnym światełkiem w tunelu są kawałki zorientowane bardziej na ulicę, z okraszonym dobrym featuringiem Jadakissa (to ten od "top 5 doa i to po jednej solówce") "Irregular Heartbeat" który wypadł wyjątkowo przekonująco na mrocznym, dusznym, ulicznym bicie autorstwa anonimowego zestawu G Rocka, Medi (?). Zasadniczo tyle możne dobrego o gościach powiedzieć, bo Kidd Kidd jest niebywałą wręcz chodzącą komedią i Tony Yayo to przy nim Rakim, a o linijkach Yo Gottiego litościwie lepiej na wieki zamilczmy. Co gorsza, główne wydarzenie płyty wcale na tle tych parodystów nie wyróżnia, stępił się writing 50 Centa bardzo wyraźnie i gwałtownie, gdzie ta energia z "Psycho", jednego z lepszych tracków 2009 roku?
Zamiast tego mamy:

I woke up this morning, this is insane
Rich as a motherfucker, and ain't much changed
Open my eyes, no suprise, I'm with a different bitch
Different day, different ass, different tits
Strap under my pillow, I done went legit
I'm not supposed to do this shit, but I forget
The true principles of life are supply and demand
Guess if you never sold dope it's hard to understand

Cóż, ja osobiście nie sprzedawałem nigdy narkotyków, w ogóle obawiam się że miałbym problem ze sprzedaniem wody na pustyni, bo jestem wyjątkowo mało cierpliwy a ludzie mnie coraz bardziej wkurwiają (ten cytat, że "im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta", o to, lepsze niż każda linijka na, nomen omen, "Animal Ambition"), więc być może brakuje mi czegoś, by pojąć sens życia Półdolarówki, ale ogarniałem już historie serwowane przez daleko bardziej zaćpanych rapujących murzynów i u większości znajdowałem coś ciekawego, nawet 2 Chainz dostarcza mi więcej muzycznych emocji niż 50. Mam wrażenie, że Curtis zaliczył poważny regres, cofnął się w rozwoju, nie dojrzał mimo tego, że poznał już rapbiznes i powinien na pewne rzeczy patrzeć z dystansu. Przygnębiająca trochę ta wszechogarniająca nijakość, przygnębiająca jak perfidnie nagrana przez Cenciaka rozmowa z rozpłakanym bankrutem Young Buckiem żebrzącym o przyjęcie z powrotem do G-Unit, ech, stare, dobre czasy.
Podoba mi się za to na pewno tytułowy kawałek, ciekawy, mocny, faktycznie zwierzęco silny bit od kogoś tam + zadowalające zwrotki gospodarza, nawet jeśli writing znów mocno przestarzały, choć w przypadku pogrubienia:

We out in New Orleans, baby, niggas hungry for bread
I do that knife for stunting and get shot in your head
Every hood I go through they fuck with me, you dig?

akurat tutaj Master P może mieć odmienne zdanie, biorąc pod uwagę ich ostatnie salwy. Nie wystarczy to jednak, by przemóc uczucie znużenia, które towarzyszy odsłuchowi "Animal Ambition".
Ok, ja wiem, 50 to nie Lupe Fiasco, nie powinienem oczekiwać od niego czegoś niesamowitego, ale, jak gdzieś już wspomniałem, swaggerzy z 2014 lepiej rapują już niż poczciwy Curtis. 50 koniecznie pomyśleć musi o jakiejś szybkiej rearanżacji swoich raperskich priorytetów, o ile jeszcze chce się liczyć w rozgrywce, o ile nie chce zostać upokorzonym przez lepszy wynik "Blood Money La Familia". Kiedyś jego zwrotki wzbudzały emocje, czasem nawet mocno negatywne (i nie mówię tu o grubym dziecku i ciastku, ale o sypaniu imionami w "Ghetto Qu'ran", za które to sypanie potem zresztą zarobił owe słynne 9 ołowianych gongów), dziś można je zbyć wzruszeniem ramion (ale takim heteroseksualnym).

Nie usłyszałem tutaj żadnego mocnego pancza, żadnej linijki wartej zapamiętania, nawet beki nie ma, jest baaardzo sztampowo, schematycznie, i to zasadniczo podsumowuje całą recenzję- to wszystko już było, nawet w wykonaniu tego samego człowieka. 50 przez ostatnie 5 lat nie rozwinął się w żadnym aspekcie. Szkoda.
Bardziej zastanawia mnie jednak inna rzecz, 50 zawsze uważany był za produkt, w którym wszystko dopięte było na ostatni guzik, jako cudowne dziecko mainstreamu, które zawsze otrzymuje najlepiej wykonane fragmenty dorobku producentów. Tymczasem nowe cd sprawia wrażenie niedopracowanego, przypomina bardziej którąś część kultowego "G-Unit Radio" pod względem obskurantyzmu niż pełnoprawne, komercyjne dzieło. Na "Jesus Piece" znalazłbym kawałki, które swoim wykonaniem zjadają wszystkie tracki z "Animal Ambition", nie mówiąc już o pełnych rozmachu epopejach na cedekach od Bawse'a.
No właśnie, muzyka czasem wręcz boli tutaj, np. na "Everytime I Come Around", koślawym, kanciastym, upośledzonym wyziewie gościa, który ma Alien w nazwisku, wstydziłby się zarapować Bangs, "Hold On" cierpi z podobnych powodów, może odrobinę mniej intensywnie, ale chyba ostatecznie można powiedzieć, że produkcja, choć raczej B-klasy, ratuje lekko smęcącego pod nosem gospodarza. "Winner Circle" czy "Twisted" to już przykłady udanie sklejonej klasycznej zajawki z potrzebnymi mainstreamowi akcentami, nie zawiodły też jedyne znane ksywki wśród producentów, zarówno Jake One, jak i Dr. Dre (+ ktokolwiek to tam za niego robił) dostarczyli może nie produkty najlepszej jakości, ale jeszcze przed upływem terminu ważności. Szkoda jednak, że ludzie, tacy jak ja, przyzwyczajeni do tego, że 50 rapuje na perfekcyjnych komercyjnie szlagierach, muszą słuchać, jak ten ujeżdża niekiedy takie zupełnie nieekscytujące przeciętniaki.



Dziś 50 musiałby chyba przyjąć na klatę 50 kulek, by dobić do tych mizernych 100k w pierwszym tygodniu. Tym bardziej to przykre, że "Jesus Piece", oba ostatnie albumy Rossa, nie mówiąc już o "Yeezus" wyprzedzają "Animal Ambition" o lata świetlne.
Nie ma co ukrywać, peleton trochę odjechał Centowi i dziś jego rap, słownictwo, styl wydają się mocno nieaktualne.
Nie wiem, czego oczekiwać po "Street King Immortal", skoro "Animal Ambition" to jedynie przedsmak. Rewolucji? Trapów? Clodów? Może brostepu? Przypuszczam, że każdy eksperyment wyjdzie mu na dobre, od dna przeciętności po wydaniu tej płyty może się jedynie odbić w górę. Zawsze przykre jest oglądanie upadku króla, ale skoro 50 nie chce zająć się słuchawkami, wodą mineralną albo graniem w kiczowatych filmach, to nie ma wyboru, znęcać się nad jego twórczością musimy, będziemy.
Gdzieś tam w głębi mam nadzieję, że 50 jeszcze czymś zaskoczy i teraz śmieje się z nas, że łyknęliśmy prowo z odrzutami w postaci "Animal Ambition".


W każdym razie- jakość mikstejpowa, wypierdalaj.

126 komentarzy:

  1. Unquestionably consider that that you said.
    Your favourite reason seemed to be at the web the simplest thing to be aware of.
    I say to you, I certainly get irked whilst people think about worries
    that they plainly don't recognise about. You controlled to hit the nail upon the highest as well as
    defined out the entire thing without having side effect , people could take a signal.

    Will probably be again to get more. Thank you

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd porównanie do Westa w ostatnim zdaniu? Bo Rozay i Game to wrogowie Pół Dolara, a Yeezus?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętasz wojny "Curtis" vs. "Graduation"?
      Można poczytać na necie i wiem, że to już 7 lat od tego wydarzenia. Wydaje mi się, że nawet z okazji prezentacji dyskografii Westa na tym blogu wspominałem o tym.

      Usuń
    2. No ale Yeezy nie był takim legit wrogiem, z którym Cent miałby regularny beef? Ich spór polegał na tym konflikcie, że tak to ujmę "sprzedażowym"?

      Usuń
    3. Ale skąd pomysł, że mój opis sytuacji dotyczył tylko "wrogów"? Jak by tak było, to pewnie zapodał bym Ja Rule'a albo Jadakissa i oba pojedynki wyszły by na korzyść Goryla. Przecież w konflikcie Ja Rule-50 ginęli realni ludzi.

      Usuń
    4. Tak po prostu gdzieś się zasugerowałem - sorry, mój błąd. Ale dzięki za udzielone info. :)

      Usuń
  3. Powiesz mi czemu Game ma taką niską sprzedaż mimo wydawania mocnych płyt? Przecież takie Ali Bomaye to banger nad bangery, jedna z najlepszych nut gracza, a Jesus Piece poszło tak słabo... No i dlaczego Game w rapgrze jest takim "podmurzynem"? Ani nikt go na wielkie featy nie bierze, tylko on sam zaprasza tych high-endowych graczy. Przecież nie jest gorszy niż taki T.I. np.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest? Nad tym należało by się zastanowić.
      Nie ma co przesadzać ze słabą sprzedażą, 300 tys to i tak dobrze biorąc pod uwagę fakt, że Game nie jest częścią żadnego modnego i prężnego imperium. Zrobił chłopak co mógł, pozapraszał znanych gości, zrobił odpowiednio dużo kontrowersji przy tytule i okładce, opłacił mocnych producentów. Wydaje mi się, że na dziś dzień 300k to faktyczna liczba fanów Gracza.
      A co do zapraszania na inne płyty- też mnie to swego czasu zastanawiało, może po prostu mentalność krzykacza nie zachęca do zapraszania go?
      Z drugiej strony czy The Game to może być wymarzony featuring jakiegoś rapera? Wątpliwe.

      Usuń
    2. Panowie jest 2014 , chyba czas zaczac mowić o sprzedazy cyfrowej

      Usuń
    3. Rozumiem, że masz jakieś ciekawe info o sprzedaży cyfrowej Game'a.

      Usuń
    4. No Game może nie być niczyim wymarzonym featuringiem, ale idąc tym tokiem myślenia każdy marzy by mieć 2 Chainza na płycie, najlepiej w duecie z Big Seanem

      Usuń
    5. 2 Chainz miał i być może jeszcze trochę ma, swoje 5 minut i po prostu każdy go chciał mieć na płycie, bo był modny. Big Seanowi to Kanye te featuringi załatwiał i nie ma co przesadzać, aż tak dużo go nie było.
      Pusha T też nigdzie nie jest zapraszany, można próbować dociekać, dlaczego, ale nie ma co zadawać sobie trudnych pytań, także w przypadku Game'a.

      Usuń
    6. czyli kolesiostwo w rapie odbija się na słuchaczach, bo jesteśmy przez oligarchów zmuszeni do słuchania w radio Big Sean'a bo Kanye chciał wycisnąć z niego trochę dolarów tak?
      sytuacja jak z Polskim rządem, a szkoda, bo rzadziej słyszymy El-P a częściej 2 Chainz'a/

      btw. sieah co myślisz o produkcji w rapie, masz jakichś ulubionych producentów i dlaczego producenci siedzą zawsze w cieniu skoro bez nich raperzy bity mogli by sobie co najwyżej wyklaskiwać?

      Usuń
    7. Nie sądzę, byś w Polsce mógł usłyszeć Big Seana w jakimkolwiek radiu, a w USA mają mnóstwo stacji grających rap, mogą sobie wybierać ile wlezie i przerzucać na te fale, na których leci El-P a nie Big Sean,
      To nie jest tak, że Kanye ci najeżdża posesję i każe słuchać Seana pod groźbą rozstrzelania. Masz odtwarzacze mp3, wieżę i płyty, własne playlisty po to, byś mógł słuchać sobie tego, czego chcesz. By usłyszeć Big Seana musiał byś znaleźć pilota, nacisnąć "on", nastawić częstotliwość i poczekać sobie, być może dłuższy okres, aż jego kawałek poleci- sporo niepotrzebnego zachodu dla kogoś, kto chce słuchać "prawdziwego" rapu.

      Nie sądzę, by producenci byli w cieniu, jak mówisz np. "The Blueprint" to jednym z pierwszych skojarzeń jest produkcja, Kanye i Just. Bez przesady.

      Usuń
  4. Ale na płytę Rozaya czy Weezy'ego by pasował, myślę, a jakoś nie byli panowie tak skorzy do niego,, mimo że sam Gracz gości ich często.
    A z tym porównaniem z T.I. to dla mnie akurat Game > T.I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że T.I. napisał więcej dobrych tekstów niż Game, a i dyskografię ma mocniejszą.

      Usuń
    2. Nie wiem, może masz rację, choć w sumie to poniekąd kwestia gustu w jakiś sposób. Game'a słucham dłużej i jakoś jego płyty darzę większym sentymentem, a płyt T.I. nawet jakoś super dobrze nie znam i prawdopodobnie stąd jego przewaga u mnie.

      Usuń
    3. Warto zapoznać się z dyskografią karła. Wbrew stereotypom znajdzie się tam sporo zacnych kawałków, choć stracił ten liryczny pazur, który miał na początku i nie pisze już takich kawałków jak "Long Live Da Game" czy "What Happened?".

      Usuń
    4. Z tego co już znam od niego to wiem, że jest tam sporo dobrego. Lubię go bardzo, tylko po prostu nie osłuchałem jeszcze całości. Niewątpliwie kiedyś to zrobię.

      Usuń
  5. Sieah, wróć do oceniania gwiazdkami, zdecydowanie lepiej to wygląda

    OdpowiedzUsuń
  6. nie przebrnąłem przez wszystkie jeszcze wpisy (i komentarze), więc nie wiem, czy poruszany był ten temat. słuchasz rapu angoli, grime'ów i takich klimatów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, choć to raczej temat poboczny w stosunku do amerykańskich.

      Usuń
  7. Sieah co sądzisz o nowej płycie Mobb Deep?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ok, spodziewałem się czegoś o wiele gorszego. Nie będę jednak długo o tej płycie pamiętał.

      Usuń
  8. Dawaj Freshmanów a nie
    PS Kto na zdjęciu w tle tym razem? 5 minut próbuję rozgryźć

    OdpowiedzUsuń
  9. Reasonable Doubt czy The Blueprint?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oba na 5/5 ale "The Blueprint" był daleko ważniejszy dla XXI wieku, niż "Reasonable Doubt" dla lat 90-tych. Stawiał bym więc na najlepszą płytę nowego tysiąclecia.

      Usuń
  10. Nie wiem jak ty, ale ja sądzę, że niemożność nagrania przez Pól-Dolara dobrej płyty wynika z braku profesjonalnego producenta wykonawczego, który poddałby materiał ostrej selekcji. Dla przykładu, Get Rich or Die Trying miało jako producentów wykonawczych Dr. Dre i Eminema. The Massacre miało juz 50 Centa, ale też nadal był Dre. Od płyty Curtis 50 był jedynym producentem wykonawczym, a jak wiadomo, ta płyta była dużo gorsza od poprzedniczek. Przypadek? Nie sądzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, Dre był egzekiem na debiucie Game'a, a na następnych albumach już nie. Game jednak nie zaliczył takiego spadku formy i jak się tak dobrze przyjrzeć to ma całkiem równą dyskografię, na pewno lepszą niż Cenciak.

      Usuń
  11. słyszałeś o projekcie "Płyta roku" Eripe & Quebonafide ?
    co jak co, ale techniki im nie można nie przyznać jeśli chodzi o ten nasz polski eRAP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałem, nawet nie wiedziałem, że ktoś taki istnieje.

      Usuń
    2. Nie fatyguj się nawet, Eripe to Papoose polskiego rapu. I to taka wersja beta.

      Usuń
    3. Też miał dostać megakontrakt i ostatecznie został z niczym i brzydką żoną w więzieniu?

      Usuń
    4. Nie do końca, nie lubię jak ktoś Ci wciska polskich raperów; wg mnie taki Deys, Quebonafide, Eripe to bardzo fajni raperzy, ale po co.
      Bardziej mnie ciekawi co sądzisz na temat illegal akcji Birdmana, ile tak na prawde jest warte jego imperium. Co do Maybacha to on go wziął pewnie w leasing, a potem go nie spłacił #bangladesh #manniefresh.

      Usuń
    5. Imperium jest warte zapewne sporo, choć obawiam się, że ma odrobinę mało filarów w porównaniu do ilości materiału zużytego do wybudowania. Klasycznych zarabiaczy jest za mało w porównaniu do planktonu, ale nie wróżę imperium szybkiego upadku. Oby tylko Drake już nie miał nigdy zatargów z władzą.

      Usuń
  12. Sieah a teraz z innej beczki: co sądzisz o Slaughterhouse? Wiadomo, czterech gości którzy teoretycznie mają najlepsze lata za sobą teraz zaczynają działać pod okiem Eminema. Welcome to OUR HOUSE było nakierowane głównie na ugrzecznienie ich na mainstream ale czuję że pod okiem Just Blaze'a mogą jeszcze namieszać i zrobić szum wokół siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kibicuję chłopakom dość żarliwie. Brakuje grup w mainstreamie, takich klasycznych, trzymających się razem, grających razem koncerty, nagrywających płyty. Legalny album był dobry, poprzednik niezależny naprawdę świetny, mikstejpy wydają dobre, czekam na nowy projekt.

      Usuń
    2. A co sądzisz o nowym, jeszcze ciepłym singlu Ortiza "House slippers"?
      http://www.youtube.com/watch?v=PzkSD7vaJz8
      Wydaje mi się, że mogliby spokojnie z Crookiem nagrać bardzo dobry album, świetnie się uzupełniają - oczywiście przy założeniu że Dominick nie wpierdalałby się w kwestię doboru beatów ze swoim koślawym uchem. Udowodnił to na "House rules" w kawałku "Struggle".

      Usuń
    3. Piękny track. Ortiz powinien przejąć schedę po Big Punie, już dawno temu. Nie wiem, czy już nie za późno.

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że u niego jest tzw. "teraz albo nigdy". Slaughterhouse z JB jako executive plus solo z Heatmakerz jako executive (a wyrabiają oni cuda, sprawdź ich kanał YT) - nie może być źle, bo jak będzie to zawiedzie wiele osób. Słychać, że Joell zapoda nam teraz coś z głębi siebie, oby produkcja sprzyjała.

      Usuń
    5. Pozostaje czekać, mam nadzieję, że Joell będzie bardziej udaną inwestycją JB niż Saigon.

      Usuń
    6. It's J-O-E-double what I never take
      Whoever feel they could give me my first one then set a date
      I'll Be There like a young Mike Jack'
      Hip-Hop prayed and God gave Pun right back :D

      Nowy projekt ma szansę być naprawdę porządny pod względem produkcji. JB, JUSTICE League, Cardiak, Aarab. Szkoda tylko, że chłopaki nie robią tego w czym są najmocniejsi, czyli napierdalanie punchami na prawo i lewo, wygibasy flow, rymowanie całym wersów ze sobą, a zabrali się za introspektywny, smutny rap.

      Usuń
    7. Płyta podejrzewam będzie, podobnie jak debiut u Eminema, nastawiona na mieszanie się tematów karierowych i braggowych, nie spodziewam się zbyt dużo karykaturalnych rozkmin, choć z drugiej strony "Goodbye" to jeden z lepszych kawałków tego typu w XXI wieku, nie miałbym zbytnich obaw więc.
      Panczy, ciśnięcia technicznego szukaj raczej na "Slaughterhouse", bardzo wątpliwe, by panowie zrobili jakąś stricte battle'ową płytę.

      Usuń
  13. Które płyty Ice-T najlepsze, bo chciałem coś od niego wreszcie przesłuchać, a nie wiem od czego zacząć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne pytanie, obiecywałem kiedyś wpis o Ice T, jakieś 2 lata temu, wywiązałem się z obietnicy niczym Rudy Donek, ale cóż.
      W przypadku tego Ajsa, w odróżnieniu od Kjuba, warto zacząć nie od debiutu, a od "The Iceberg/Freedom Of Speech", naprawdę genialna płyta, jedna z mniej docenianych płyt z zachodu, będąca zupełnie inna od poprzedniczek, skoncentrowana na hmmm pesymistycznej, mrocznej, społecznej rozkminie.
      Po zapoznaniu się z tą płytą możesz zasadniczo brać dowolną kolejną pozycję.

      Usuń
  14. jak oceniasz Mastermind, a jak Oxymoron (w skali 1-5)? bo zakładam, że obszernych recenzji tych płyt już nie będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obu płytom dał bym bardziej lub mniej mocne 4/5.

      Usuń
  15. a w takim razie najlepsza płyta 2014 na dzień 18.06.2014 to...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie mam żadnego kandydata na 4,5/5, same czwórki- Gibbs, Monch, Schoolboy, Ross. Stawiał bym na Freddiego, któremu życzę sukcesów i bardziej ekscytujących producentów niż Madlib.
      Całkiem konkretny był ten album Meyhema Laurena z Buckwildem, być może też 4.

      Usuń
    2. A Mobb Deep? Albo Canibus?

      Usuń
    3. Jak to ładnie ujmują Amerykanie- meh

      Usuń
  16. sieah jakie masz zdanie w sprawie afery taśmowej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszane uczucia. Z jednej strony w normalnym kraju za takie słowa poleciały by już głowy, z drugiej strony politycy dzielą się na nieuczciwych i na tych, którzy nie dali się jeszcze nagrać.
      Rozmowa była prywatna, nie powinna wg mnie wyciec.
      Wg mnie Sienkiewicz do odstrzału już dawno, nie poradził sobie wcale z bydłem stadionowym, nie zalecił, by do kiboli strzelać przed odczytaniem im ich praw, daje się nagrać jak uczniak piastując jedno z kluczowych dla bezpieczeństwa państwa stanowisko, nie wiem doprawdy, czemu rudy go jeszcze trzyma, chyba że sam boi się jakichś taśm w posiadaniu MSW.
      Chyba tylko Czuma był większą pomyłką.

      Strach się przyznać, ale jadłem swego czasu u Sowy i Przyjaciół. Komentowałem tam wtedy ze znajomymi z pracy głupotę mojego ówczesnego szefa i oceniałem wraz z nimi koleżanki z biura w skali 0-10. Mam nadzieję, że żadna z nich nie usłyszała naszych okrutnych słów, bo w sumie szefowi powiedziałem mniej więcej to samo pół roku później.
      I tu jest clue programu- jak tę Belki z ministrem rozmowę traktować, prywatna rozmowa przy wódeczce przy której można się podśmiewać bezkarnie z pierdołowatego Hausnera, czy autentyczne targi polityczne, w którym to przypadku na pewno ktoś powinien za to polecieć. Zostawię to mądrzejszym głowom do rozstrzygnięcia
      W ogóle jestem do tyłu z polityką przez mundial, więc nie śledzę na bieżąco sprawy i nawet nie miałem czasu posłuchać tych nagrać w większej ilości niż to, co serwują w TV.

      Usuń
  17. Sieah, dlaczego ostatnio ciągle w stawiasz spacje przed "by, bym, był" w przypuszczającym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A możesz wskazać jakiś przykład, zobaczymy, czy popełniłem błąd.

      Usuń
  18. a co sadzisz o nowym singlu mike will made it ft. kendrick lil wayne future? petarda jak dla mnie hook zwrotki alles.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tylko z tego wpisu, ostatnio jak czytam, to ciągle rzuca mi się to w oczy:
    "Z jednej strony w normalnym kraju za takie słowa poleciały by już głowy"
    "Stawiał bym więc na najlepszą płytę nowego tysiąclecia."
    "Nie jest? Nad tym należało by się zastanowić."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie. Zwrócę na to uwagę.

      Usuń
  20. Jakie masz zdanie na temat bitmejkera Bangladesha?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor "She Couldn't Make It on Her Own", które mnie nawiedza w koszmarach raz na jakiś czas.
      Parę fajnych rzeczy też zrobił, ale nie byłoby mi smutno, gdyby nie istniał.

      Usuń
  21. Sieah, jak oceniasz Get Rich or Die Tryin' ? Bo twój RYM pokazuje opcję 4/5 i 4,5/5. Co na temat tej płyty? No i co na temat The Sound of Revenge, bo sobie ostatnio przypomniałem toto i zakupiłem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem do końca, co bym postawił. Nie wszystkie kawałki lubię, a na "czterech-i-półkach" lubię zazwyczaj wszystkie. Powiedzmy, że mocne 4 albo słabe 4,5, niech to rozdarcie będzie symbolem.

      Usuń
    2. A Dźwięk Zemsty?

      Usuń
    3. W sensie, że płyta Chamillionaire'a? 4,5/5

      Usuń
  22. Rzuciłem okiem na rankingi które pisałeś i tak się zastanawiam. Usłyszałem kiedyś wers (możliwe że Redmana) o tym, że pali tyle że jego diler powinien zrobić sobie okienko jak w McDrivie. Nie kojarzysz z czego to? pis joł

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak oceniasz Get Rich or Die Tryin' - pierwszy legal od Półdolara? Bo Twój RYM ma rozbieżność - 4/5 i 4,5/5. Co na ten temat? No i co na temat The Sound of Revenge, bo ostatnio sobie przypomniałem i zakupiłem toto?

    Sorry jeśli dostałeś dwa podobne komenty, ale jakiś gunwo mi na telefonie wyskoczyło, jak pisałem i nie wiem czy się wysłał.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dave Chappelle ostatnio przyznał, że Illmatic to najlepszy rap album.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś to powinienem skomentować?

      Usuń
    2. Żeby nie było za dużo dobrego o Jay'u, hehe.
      Chappelle najśmieszniejszy typ, czy nie? Właśnie zalicza powrót

      Usuń
    3. Nie oglądałem wszystkiego, ale to, co oglądałem, było wyborne i nie mówię tylko o klasykach typu The Band czy I Wrote This Song.

      Usuń
  25. Drake puścił zero to a hundred. Jak siedzi? Już się pojawiło pełno remixów, mi najbardziej wchodzi od Joella Ortiza (singiel od niego też wyszedł parę dni temu), reszta imo średnio.

    OdpowiedzUsuń
  26. http://glamrap.pl/2/23642-50-cent-jay-z-to-najbardziej-przereklamowany-raper-w-historii Cytując króla, "who the fuck is 50 cent?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 50 Cent najwyraźniej nie zrozumiał ironii zwrotki Hovy, którą sam cytował.

      Usuń
  27. "Jak dostałem propozycję nagrania kawałka na bicie DJ-a Premiera to się zajarałem. Zajarałem się, ale przysięgam ci, że jak dostałem ten bit to mi się odechciało. Marzenie, 10 lat temu to bym się stary dał pociąć za to. No jak usłyszałem ten bit to mówię <>,... Ale są ludzie i szanuję to, którzy będą szli w zaparte, że to jest epokowe i ponadczasowe. Rozumiem, są tacy, którzy to lubią. Mi w 2014 roku takie brzmienie już nie odpowiada." Tak Tede się wypowiedział o nagraniu na bicie Premo jakiś czas temu i chciałem się sieahu coś zapytać:

    Co się stało, że Premier z legendy stał się takim paździerzowcem, że nawet Polacy nie jarają się? To znak naszych czasów i tego, że złota era już nigdy nie wróci, czy to po prostu spadek formy Prema, próba odegrania się przez słuchaczy za wybuchałe ego (mam na myśli te jego słynne rankingi najlepszych płyt) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyła się pewna era, raperzy i producenci mieli do wyboru- albo się dostosować, albo stanąć twardo w obronie swojej niszy i trwać w przeszłości. Dj Premier wybrał to drugie, jego prawo.
      Mało kto jara się dziś jego produkcjami bo nawet w kwestii klasycznych bitów są już od niego lepsi- Apollo Brown, Buckwild, Black Milk, Marco Polo czy nawet często bardzo nierówny Alchemist.
      Po 2005 roku dobre podkłady od Preemo można by policzyć na palcach jednej ręki, somalijskiego sapera. Nie dziwię się Tedzikowi ani trochę, sam bym nie chciał bitu od Premiera, nawet za darmo.

      Usuń
    2. Dj Premier po prostu nie lubi się przepracowywać, a szkoda. Nie rozumiem polityki kolejnego proponowania zakupu odrzutów - skoro ktoś odrzucił to znaczy, że jest chyba słabo. Ale moim zdaniem w tym roku wraca do formy. A ty co sądzisz o:
      - remixie dla D.I.T.C. http://www.okayplayer.com/news/showbiz-a-g-diggin-in-the-crates-dj-premier-remix-mp3.html
      - Spesh feat Kool G Rap http://www.audiomack.com/song/spesh/the-meeting-problems-or-peace
      - Dilated People "Good as gone" http://www.okayplayer.com/news/dilated-peoples-good-as-gone-video.html
      - Skyzoo & torae - The Aura http://www.audiomack.com/song/dj-premier-blog/the-aura
      - np. Bars in the Booth - Jakk Frost (Session 3) https://www.youtube.com/watch?v=i4M37UN6i-Q
      Byłem kiedyś psycho fanem Dj Premiera, przyznaję oczywiście spadek formy i współpracę noname'ami i wackami, obiektywnie jednak mogę powiedzieć, że powyższe rzeczy są dobre. A ty co sądzisz?

      Usuń
    3. 1 remix poprawny tylko, nic specjalnego, ale poza tym faktycznie dobre kawałki. Chciałbym jednak usłyszeć całą płytę zrobioną przez Premiera, nie nagraną przez nołnejma, którą można pokazać ludziom, nie truskulowcom.

      Usuń
  28. Sieah chyba pomału zaczynam rozumieć dlaczego nie cierpisz polskiego rapu. Ja już fanów polskiego rapu nie rozumiem kompletnie. Jest kilku moim zdaniem świetnych MCs, więc nie zamierzam mówić, że cały polski rap jest chujowy; ALE chuj mnie strzela jak czytam komentarze pod nowym Tede i to jak ludzie się nim zachwycają. Rozumiem, jest też cała rzesza ludzi zachwycających się np. Chadą, ale w przypadku Tedego kłuje mnie to w oczy, bo ostatnimi czasy jest stawiany jako synonim newschoolu w Polsce i ogólnie pojętego progresu, i to nawet przez recenzentów.

    Podrzucę ci tu taki link, żeby nie być gołosłownym: http://www.youtube.com/watch?v=jSFyhSHVOCo. Do produkcji nie ma się co przyczepiać, jest naprawdę konkretna, ale kurwa mać, pod takie bity też trzeba umieć rapować. Za każdym razem jak sprawdzam coś od Tedego z tych nowych płyt, to czuje się jakby mi ktoś żyletki w uszy wtykał. Ledwo wchodzi w te bity, ciągłe przerwy między jedną linijką a drugą, wtykanie słów tam gdzie linijka powinna się kończyć i ucinanie słów tam gdzie powinna się ciągnąć.
    No co jest kurwa, to ja jestem głuchy i się nie znam czy cała reszta? Przecież to brzmi jakby ktoś dukał po bicie, a nie po nim płynął.

    Ludzie się śmieją, że Pezet rapuje pod dubstep; no dobra beka, gdyby nie fakt, że taki Pezet jest lata świetlne przed Tede w kwestii flow i można mu zarzucać wiele, ale na pewno nie to, że nie potrafi ujarzmić podkładu, który sobie dobrał.

    A Tede też jest dumny z siebie jak skurwysyn, co go widzę w jakimś wywiadzie, to zaciesza jaki to jest hen do przodu i z duchem czasu.

    Wiem, że to nie jest forum, na którym powinienem o tym pisać; ale jako słuchacz przede wszystkim czarnuchów, a dopiero czasami czegoś polskiego uważam, że warto chociaż o tym wspomnieć. Czuje, że i dla mnie zbliża się ten dzień gdy zrozumiem, że polskiej gawiedzi się nie przetłumaczy, bo to tak jakby tłumaczyć głodnemu dziecku z Afryki o wyższości walorów smakowych steku nad smakiem znalezionej padliny. Po prostu nie mają odniesienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O w kurwę jaki ten jego rap jest marny, cieszę się, że dawno temu przestałem go słuchać. Polski słeg zdecydowanie nie dla mnie, toż Plies miałby więcej wiarygodności na tym naprawdę dobrym bicie.
      Nie podyskutujesz ze mną o polskim rapie, fanów Tedego staram się omijać z daleka (łatwo ich zresztą rozpoznać), ich zdanie mnie niespecjalnie interesuje, faktem chyba jednak jest, że Tede nie stoi w miejscu, szuka nowych rozwiązań, teraz jak widać próbuje zaprezentować się jako podtatusiały słegowiec, ja bym mu tam prawa do eksplorowania nowych terenów nie odbierał, choć na pewno nie dla mnie nasze przaśne polskie słegi, trapy, cloudy. Wolę oryginały.

      Usuń
    2. Po prostu masz chuja w uszach i tyle, polecam Ci go wyjąć. To oczywiste, że Tede nie jest jakimś mistrzem flow ale bengery z Sir Michem robi świetne, non stop w samochodzie puszczam na przemian z murzynami z USA :) Tede warsztatowo wcale nie odstaje od raperów podobnego pokroju z USA, zobacz jak Rick Ross czy Juicy J stęka na bitach ale nie potraficie nawet na to obiektywnie spojrzeć i się bujacie bo to amerykańskie a nie polskie.

      Usuń
    3. Chłopie to po prostu jest nienaturalne, kalekie i jednocześnie denerwujące, polski język nie nadaje się zresztą do składania wersów z paru krótkich wyrazów. Po angielsku to brzmi lepiej no i ponownie się pytam po co mi polski słeg z bazaru skoro mogę sobie posłuchać autentycznych pionierów takich dźwięków

      Usuń
    4. No to ustaliliśmy, że to język polski ci przeszkadza w polskim rapie. A co do słegu to po prostu trzeba wyczuć bekową otoczkę w tych kawałkach, taki jest cel Tedego co wielokrotnie podkreślał, nawet zrobił koszulki Fuck Swag itd. Pionerów takich dźwięków? Czyli kogo de facto? Pionerów w USA jest garstka, reszta to zwykli odtwarzacze innych.

      Usuń
    5. Juicy J stęka na bitach... nie wierze co wlaśnie przeczytałem

      Usuń
    6. A no chyba że to dla beki nagrywane, a można mu za płytę płacić bekowymi pieniędzmi? Mam z "Monopoly" trochę.
      Pionierów takich jak Hov, T.I., Wayne, czy nawet dalej- Slick Rick, BDK. Nowe chłopaki też dają radę, choćby Wiz, Chance, Mac Miller. Jak Tede nagrywa to dla beki to rozumiem, że należy go wrzucić do tego samego kotła, co Lil B i Riff Raffa?

      Usuń
    7. Nie nagrywa dla beki, po prostu ciśnie beke z pewnych zjawisk, proste. Zostawmy to bo i tak Was nie przekonam ani wy mnie.

      Usuń
    8. "zobacz jak Rick Ross czy Juicy J stęka na bitach ale nie potraficie nawet na to obiektywnie spojrzeć i się bujacie bo to amerykańskie a nie polskie."

      Proszę cię człowieku, może faktycznie to jest specyfika języka, ale rap w wykonaniu Tedego brzmi po prostu jakby ktoś się potykał. Z resztą wątpię żeby tu o język chodziło, bo jest trochę polskich MCs, którzy sobie bez problemu radzą na takich bitach i brzmi to dobrze.

      Nie zarzucaj mi, że nie jaram się, bo jest polskie; nie siedzę aż tak w polskim rapie, ale kiedyś Sobota na "Gorączce sobotniej nocy" z mocarną, amerykańską produkcją Matheo zrobił zajebistą płytę, mimo że tytanem tekstów i flow nie jest; nowy Abel jest nawinięty na takich "newschoolowych" bitach i też śmiga po nich aż miło; Bałagany na Bani też zrobili kilka wycieczek w słegowo/trapowo/cloudowe tereny, Zeus na featuringu u Buczera, Białas dissował Peerzeta na typowym trapie, czy już wspomniany ostatni Pezet na jakiś grime'ach czy czymś innym, nie znam się kurwa. I zgadnij co? Każdy z wyżej wymienionych brzmi lepiej niż Tede, po prostu lepiej sobie radzą z podkładem i z tym, żeby to brzmiało płynnie; Tedas raz podkład goni raz za nim czeka.

      Niech jego teksty będą bekowe itd., ale niech to kurwa ma ręce i nogi i przede wszystkim, oby się tego dobrze słuchało. No chyba, że nieudolne dukanie to też wyraz beki, w takim razie bowdown Tede, genialny zabieg.

      Usuń
    9. "Tedas raz podkład goni raz za nim czeka." I bardzo dobrze, flow lecące jak rzeka jest według mnie przereklamowane i już zaczyna robić się wtórne. Offbeaty i przerywane flow u Tede mi bardzo pasuje i słucha się bardzo dobrze. Kurwa to przerywane flow to domena całej nowej fali południa ale do czarnuchów się bujacie i wam nie przeszkadza, że ktoś stoi na bicie co? Okej rozumiem, że to po prostu kwestia złego polskiego. Prawda jest taka że jakbyście nie znali polskiego to te kawałki by wam się pewnie podobały :-)

      Usuń
    10. Wątpię (co do ostatniego zdania),
      Ok skończcie już temat Tedzika, bo wywiązała się dyskusja a ja nie potrafię się do niej włączyć.
      A ty kolego skoro uważasz, że Juicy J stęka, to może faktycznie powinieneś się stąd oddalić, może coś ciekawego Miuosh nagrał albo inna chujnia.

      Usuń
    11. Tylko to stękanie to nie był hejt, podoba mi się rap Juicy J, zwłaszcza ostatnia płyta a flow jako całość ma o wiele lepsze od Tedego. Po prostu chciałem podkreślić, że są pewne podobieństwa między tym jak rapuje on a Tede.

      Usuń
    12. Miuosh już został zniszczony przez ekipę zwaną "Patokalipsa"

      Usuń
    13. Miuosh to ten głuchy czy raper dla gimbusów? Zawsze mi się dwie ksywki mylą, Miuosh i ktoś jeszcze.

      Usuń
  29. Płyta Fiftiego jest niestety bardzo średnia ale szacunek, że odważył się powiedzieć prawdę w wywiadzie. http://glamrap.pl/2/23642-50-cent-jay-z-to-najbardziej-przereklamowany-raper-w-historii Jak to skomentujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, by raper z taką ilością hejterów mógł być przereklamowany.

      Usuń
    2. PS.

      Now here's a list of MC's that can kill you in eight bars
      50, umm.. Jay-Z and Nas


      50 Cent, dawno temu.

      Usuń
  30. Raperka Trina to jakas własnosc Ricka Rossa tak? Czy o co z nia chodzi bo slyszałem ostatnio jakis kawałek i tak sie zastanawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były ploty kiedyś, ale nic z tego raczej nie wynikło.
      Rozay nie tak dawno zerwał z jakąś dupeczką, ale nie śledzę tego typu ploteczek zbyt intensywnie, nie wiem więc z kim dokładnie.

      Usuń
  31. Jest jakaś strona która prowadzi w miarę aktualne rankingi sprzedaży? Nie mogę się niczego doszukać kompletnego.

    A no i pytanie o raperów: siedzi Ci ktoś z tegorocznych freszmenów? Mi praktycznie nikt, ewentualnie Benton daje radę. Co do Chance to odnoszę wrażenie że jest nieco przereklamowany. Od paru dobrych lat liczę że wrzucą tam Locksmitha który warsztatowo całkiem nieźle siedzi (w 2011 na Devils lasso już ładnie zamiatał) czy np Andre Nickatine który ma całkiem niezłe predyspozycje do robienia bangerów. Zapewne kojarzysz obu ale jakiś krótki osąd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hhdx publikuje aktualne rankingi raz na tydzień.
      Można też zaglądać tutaj.

      Locksmitha nie słyszałem, Nickatina spoko typ, dobre zachodnie wajby, choć "Andre Nickatina" dupy nie urywało, przynajmniej pod kątem rapu, bo produkcja wyborna.

      Z Freshmanów najbardziej lubię Connora, chciałbym, by jego talent w końcu wypalił i by osiągnął sukces. Chance spoko jest, ale jakoś nie mogłem dołączyć do kultu, "Acid Rap" bardzo fajne ale zapomniałem już dawno.

      Usuń
    2. Locksmith w tym roku nagrał kawałek jak został zrape'owany seksualnie chyba, nie sprawdzałem tylko mi mignęło w nagłówkach. Spoko raper tylko że obawiam się że przez featy z takim Ruggedem całością jego ambicji będzie 'jestem przechujem ale jestem w undergroundzie i dobrze mi z tym', trochę jak wspomniany R.A tylko bez całego tego gadania o byciu propsowanym przez Biggiego.

      W ogóle ciekawi mnie czy jak po Maklmo wszyscy chodzili we fryzurze 'na Irisha którego słyszę w radiu' to po Chancie wszyscy zaczną zapierdalać w ogrodniczkach.

      PS kiedy jakaś notka? czekando

      Usuń
    3. Cholera typek wydał 4 płyty już? To może być już za późno przyjacielu na karierę w mainstreamie, chyba, że faktycznie jak Makelmur zacznie nagrywać kawałki do galerii handlowych.
      Nie widziałem szczerze mówiąc nikogo na "irisha", ale koleżanka, która na co dzień słucha jakichś techniawek ma na dzwonku w ajfonie "Thrift Shop".

      Usuń
    4. Niby tak ale zwróć uwagę że jak Yelę brali do freszmenów to nie dość że miał 32 lata to jeszcze miał sporo wydanego materiału (tak wiem, że to był tylko jeden studyjny album ale dejm, dołóż do tego mixtejpy i minialbumy i trochę tego jest), co prawda wiemy wszyscy jak skończył, mianowicie ugrzecznionym radioaktiwem którego jak sam mówi nienawidzi ALE mówię o ilosci wyplutego materiału. Może Lock jeszcze ma szansę na freszmenów (chociaż fakt, coraz mniejsze).

      A no i właśnie się doczytałem o tym, ze Game nawet nie wiedział kim jest Durk w momencie nagrywania dissu, po prostu Tyga go o to poprosił. Czy takie rzeczy są normalne, nawet jak na Stany?

      Usuń
    5. No ale Yela miał jakiś tam potencjał mainstreamowy, Trunk Muzik to był materiał znany na cały świat, Locksmith nie ma niczego takiego. Musiałby pewnie nagrać coś wiekopomnego, albo chociaż coś przeciętnego, ale powodującego ślinotok mediów, jak chujowy Bada$$.

      Nie, nie sądzę by było to normalne, Game ponoć nawet nie słyszał też zwrotki Tygi tylko po prostu dorzucił swoją i spierdolił. Nie rozumiem tego w ogóle. Nie wiem też, po co było marnować czas na jakiegoś Lil Durka.

      Usuń
  32. Jak oceniasz Stay Trippy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4/5 za wartość rozrywkową i sentyment, jakbym poważnie oceniał to pewnie 3,5/5. Ostatecznie pewnie dam 3,5, jak będę uzupełniał RYM.

      Usuń
    2. O to samo miałem właśnie pytać, bo zabrałem się za odsłuch. :D

      Usuń
    3. co to RYM?

      Usuń
  33. sieah ja takie nietypowe pytanko może :
    czytam ostatnio książkę" Przetrwają najpiękniejsi "i zastanawiam się jak to jest, że Jay Z
    http://sfappeal.com/wp-content/uploads/2014/04/beyonce-jay-z.jpg

    pomimo tego, że powszechnie ma opinię brzydala jest w związku z Beyonce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zastanawialem sie, byc moze wyglad nie jest tak wazny dla kobiet jak wybieraja meza. Jay i B wbrew pozorom pasuja do siebie. No i nie mow, ze nigdy nie widziale pary zlozonej z pieknej kobiety i jakiegos szczura.
      Brak polskich bo z tabletu cisne.

      Usuń
  34. http://www.popkiller.pl/2014-06-15,50-cent-animal-ambition-recenzja A tu dla porównania recenzja z popkillera, gdzie album dostał 3+/6

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholernie melodyjny głos- pisałem o tym, refreny brzmią już siermiężnie, nie tak jak drzewiej bywało.
      Ucho do bitów- nigga please.
      Niekończące się pokłady charyzmy i magnetyczna osobowość- może coś takiego kiedyś miał, na tej płycie ja tego nie słyszę.

      A że nie wsiąkł w nowe trendy to faktycznie zaleta, ale to może jak byśmy mówili o płycie na ocenę 4 lub więcej.

      Usuń
  35. Pilot to dla mnie spoko bangier, Smoke tez nawet ok, oprocz tego dobre sa bonus tracki - The Funeral i ten ze Schoolboyem.

    Co do Blood Money La Familia, to bedzie solo Gejma czy kompilacja z jego przydupasami z wytwórni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mógł parę tych fillerów wyjebać i wrzucić te bonus tracki, może nawet 3/5 by było.

      "While visiting DJ Skee, Game cleared up that Blood Money La Familia is not his sixth studio album, he says it's just a compilation for Blood Money."
      Raczej kompilacja.

      Usuń
    2. Ale singielek niczego sobie: http://www.youtube.com/watch?v=nWCS9v303Gk
      Ying ying ying on a motherfucker!
      Co prawda tym razem Game przywołuje Hove (znów) i Centa jako bogów rapu (troszkę to pachnie hipokryzją), pomiędzy innymi wielkimi ksywkami. :D Oraz wrzuca na freshmanów, ale bardzo przyjemny dla mnie ten numer jest.
      I Game potwierdził też jakiś featuring z Wayne'em.

      Usuń
    3. za to już w 2015 sequel The Documentary z bitami Dre i Blaze'a

      Usuń
    4. Singiel ładny, niefestyniarski, uliczny, podoba mi się,
      Gejm wyraźnie ma kompleksy Jaya i 50 Centa, wyraźnie widać, że chce, by oni mu jakoś odpowiedzieli, potwierdzili, że interesują go jego wynurzenia i w ogóle istnienie. Z drugiej strony jednak cisza.

      Usuń
    5. heh sieah kto by nie chciał, żeby Jay Z mu odpowiedział :)
      a co do Centa, to Game po cichutku, w głebi duszyczki pewnie liczy na swój powrót do G-Unit, jak sądzisz?

      Usuń
    6. Chce, na pewno. Ale 50 wypowiedział się dość jasno. już jakiś czas temu.
      Curtis wie, że to tylko kwestia czasu, zanim Game wbije mu po raz drugi nóż w plecy.

      Usuń
    7. No Game to trochę niepewna inwestycja, raz propsuje, za moment wyzywa od kretynów, także pomimo całego szacunku za muzykę dla Gracza, to nie chciałbym mieć takiego kumpla w składzie, więc nie ma się co Curtisowi dziwić. A wrzut na Lil Durka, którego kompletnie nie znał, to chyba flagowy popis Game'a w kwestii porywczości i bezmyślności... :D

      Usuń
  36. Dziwne, że musiałeś tego słuchać, żeby wiedzieć, że to coś jak między 1-2 gwiazdki.. Ja z góry wiedziałem, że to porażka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jednak przed wydaniem oceny muszę posłuchać.

      Usuń
  37. Absolutely pent subject matter, appreciate it for selective information .

    OdpowiedzUsuń