sobota, 2 lipca 2011

Lil B- I'm Gay [June 29, 2011]


Ocena:



Liryka

Muzyka

Klimat


Kolejny z internetowych fenomenów, pochodzący z Kalifornii Brandon McCartney, znany szerzej jako Lil B, zrobił wiele, by było o nim głośno. Lansował się ostro na Myspace, królował na Facebooku, cesarzył na Twitterze, epatował w końcu tych, którzy chcieli go słuchać (a także tych, którzy nie chcieli) swoją personą, poglądami i, co tu dużo mówić, wyjątkowo idiotyczną ksywą Based God.
Jak to zwykle bywa, hipsterzy się rzucili z ozorami na wierzchu, hipsterscy, offowi raperzy jak Sole zapraszają go na swoje projekty, będzie na mikstejpie "Sorry 4 The Wait Lil Wayne'a. Kariera więc przed nim, pewnie będzie jeszcze o nim głośno.
Tematem tego wpisu będzie jednak jego nowy album, zatytułowany "I'm Gay" z podtytułem "and I'm Happy". Tytuł oczywiście kontrowersyjny (o czym później), ale już nawet mniejsza o to. Otwartym pozostaje pytanie, czy płyta jest warta tych kilkudziesięciu minut i czy po jej wysłuchaniu zakrzykniemy, wzorem licznej już dziś grupy psychofanów-
THANK YOU, BASED GOD!



-------------------------------
Jak co, to kolor czcionki narzucili iluminaci kontrolujący ten blog. Wszelkie pretensje proszę słać na polską skrzynkę, adres:
iluminaci@buziaczek.pl

kwestie marketingowe
wegaveyouobama@illuminati.com

sprawy związane z kontrolowaniem świata oraz 10 sposobów na mgłę smoleńską Instant
worldcontrol@illuminati.com

-------------------------------

Na początku recenzji należy zaznaczyć, czemu to, o czemu tytuł płyty jest taki niby wzburzający. Przecież George Michael, Freddie Mercury, Ricky Martin, znany z nagrywania z Notoriousem B.I.G. nowojorski DJ Mister Cee etc. Jednakowoż (ohoho) pomijając tego ostatniego, to należy pamiętać, że hip hop jest wrogi wszelkim przejawom homoseksualizmu. Popularne jest w naszym środowisku zakrzyknięcie "no homo!".
Raper ma za zadanie pokazać innym, że jest samcem alfa, tak już jest od zarania dziejów. Rap to jedyny w swoim rodzaju gatunek, który polega na rywalizacji osobowości, nieważne, czy na podwórku w czasie przyjacielskiego cyphera, czy w wysokobudżetowym, nakręcanym przez media ultrabeefie, na temat którego zdanie ma nawet Zbyszek Hołdys (swoją drogą, czy on na jakiś temat nie ma zdania? stary, tłusty, nienawistny satyr). Nie ma tu miejsca na jakieś zboczenia z wytyczonej już drogi. Dwóch samców alfa musi się zagryźć, nie mogą odejść za rączkę w stronę tęczy.
Niby raperzy geje istnieją (Caushun), ale jest to raczej margines. Nie ma miejsca dla takich ludzi w rapgrze.
Czy to dobrze, czy źle- to jest do rozsądzenia w sumieniu każdego z osobna.
W każdym razie już pewnie rozumiecie, dlaczego tytuł recenzowanej tu płyty narobił trochę szumu. Koncept pochwalił nawet Lupe Fiasco, ale czy słuchał całej płyty to nie wiem. Wątpliwe, wszak od razu rzuca się w oczy jedna sprawa- na tej płycie nie ma żadnych treści, które mogłyby posłużyć działaczom LGBT do propagowania ich poglądów na forum rapowym. Lil B nie zabiera głosu na temat praw mniejszości, nie ma słowa o dyskryminacji, adopcji dzieci przez gejów czy nawet o tym, czy do założenia szpilek należy wygolić nogi. W porównaniu do jawnie popierającej ruch homoseksualny Lady Gagi, Lil B jawi się jako taki mały kłamczuszek. Puszcza raczej oko, całkowicie niezalotnie, - wiecie, rozumiecie, tytuł tytułem, ale pasek swagu się sam nie zapełni. Jak ktoś czekał na pierwszy w historii gay swag, to się przeliczył.
Powiem tak- dla mnie to nie jest minus, mimo mojego pełnego poparcia dla homoseksualistów, wolałbym nie słuchać, jak to jakiś raper rwie chłopców na swoją Impalę i wypluwa masę różowych porównań, które w najdelikatniejszej formie przybiorą formę zachwytu, w jaki wpadają panowie na widok jego bryki i jego drążka... zmiany biegów, nie? Powinno to także ostudzić zapały prawdziwych Polaków, którzy zgodnie z doktryną katolickiej miłości do bliźniego obrzuciliby biednego Based Goda kamieniami.
No, ale wracając do płyty, przekaz płynący z wersów jest zupełnie inny. Jaki?


Illuminate us, Based God!


Based God chce cię czegoś nauczyć. Ma dla ciebie kilogramy komunałów, rad życiowych, a także solidną porcję zadumy nad ulicą, jej brutalnością i tym, dlaczego z niej uciekł, i dlaczego ty powinieneś. To taki amerykański Włodi, Chada albo Koras, idiotyczne truizmy, prawdy, banały, sprzedawane z marnym flow i ubogim słownictwem. Lirycznie nie ma tu specjalnie czego szukać, jak jesteś zachwycony bogactwem tekstów na "Cinemetropolis" czy świeżym "Lyrical Law" od Canibusa, to "I'm Gay" nie będzie ciekawą podróżą.
Pancze latają na niebezpiecznie wręcz niskim poziomie, piętnaście metrów smoleńskich to przy tym nic.

You always complain about what you ain't got
Third world countries ain't even got sidewalks to walk on


whoa, ty narzekasz, że czegoś nie masz, a kraje trzeciego świata nie mają nawet chodników, po których można by chodzić!!!
Przenikliwość godna Maxa Webera.

The death of a woman
Means one less man
So give respect to a woman


Co za głębia, jakie znaczące stanowisko w kwestii emancypacji!

Już teraz na poważnie w pełni, nie ma Based God za wiele do zaoferowania jako MC.
Flow szczątkowe, powtarzane na każdym tracku, prostackie, nudne i irytujące teksty, taka sobie charyzma. Ja mu wierzę, że on to wszystko przeżył, ba, nawet dostaje ode mnie plus za szczerość i pozytywny przekaz w stronę młodych murzajów, ale lirycznie ta płyta nie istnieje. Na dodatek nie ma gości żadnych. Może i lepiej, w końcu kto by nie przyćmił Based Goda na feacie? Nikt nie przychodzi mi do głowy, chyba nawet Tyler, The Creator i Guru by go zjedli.
Szkoda chyba, że nie odważył się B na tej płycie na zajęcie jakiegoś stanowiska w sprawie gejów, można by było wyłowić wtedy z tego zlepku miernych linijek coś, co poszłoby w świat.
Common mógł to zrobić, mógł wyrazić akceptację dla gejów na oficjalnej swojej płycie, Lil B, związany mniejszą ilością kontraktów, zobowiązań mógł to zrobić również.
Brak odwagi by powiedzieć coś bardziej odważnego niż "uważaj brat bo ulica zła" trochę ciąży na tej płycie. Taki zabieg powoduje, że tytuł płyty staje się tylko narzędziem, nic nieznaczącym chwytem marketingowym. Można w te albo wewte, albo jesteś za postulatami LGBT, albo przeciw, nie ma niczego pośrodku. Based God przestraszył się chyba ewentualnego negatywnego odzewu. Czy to błąd? Nie sądzę, B nie jest na tyle znaczący, by jego zdanie mogło jakoś zmienić postrzeganie homoseksualizmu przez hip hopowców.

Cd ma ogólnie klimat rozkminkowy, sporo tu przemyśleń i wspominek Lil B z okresu jego dorastania, młodości, spostrzeżeń na temat realiów ulicy, dragów, kobiet. Wszystko to jednak podane w zbyt uproszczony sposób, by można było tu cokolwiek pochwalić.
Na szczęście nie został tu pozostawiony sam sobie, na pomoc jego bełkotowi i dukaniom rusza kawaleria ze sztandarem "Produkcja, głupcze!".





Ten pan powyżej zwie się Clams Casino, i, jak światowcy się domyślają, nieprzypadkowa jest ta ksywa związana z włoskim daniem, bowiem jego podkłady na tej płycie to prawdziwe, mistrzowsko złożone catenaccio. Z tego co wiem, zrobił tylko dwa podkłady tutaj, ale i tak śmiało można je nazwać najlepszymi. "Unchain Me" jest niesamowicie hipnotyzujące, melodyjne, ekspresyjne, pięknie pocięte i doszlifowane. Trzeba nieprzeciętnego kunsztu, by zagłuszyć niesmak, jaki wzbudzają paskudne wersy Based Goda, i Clams zrobił to idealnie.
Ciekaw jestem jego dalszych poczynań, może jak B spotka się z Weezym, to jakimś cudem ten drugi pozna się na talencie Clamsa i na "Tha Carter IV" usłyszymy coś od niego? Fajnie by było. Szkoda by było, żeby przez cały czas jakiś Lil B marnował takie perły.
Nie znam niestety reszty producentów, jak ktoś służy jakimś info, to wklejajcie.

Przede wszystkim jednak- jakie są bity na "I'm Gay"? Jakiś mniej ogarnięty pastuch powie- eee Lil jakiś, to pewnie cykacze, a ja tu chcę sobie swobodnie umierać z nudów przy jakimś Black Milku czy Pete Rocku!!!
Otóż właśnie wręcz przeciwnie, podkłady na tej płycie to spokojne, zdystansowane, melodyjne, soulowe arcydzieła. Świetne dobrane sample, czasem zawodzący w tle wycięty jakiś zapomniany przez mainstream wokalista, wszystko melodyjne, niezwykle przyjemne dla ucha, w owo ucho wpadające. Posłuchajcie zresztą choćby innego asa z tego cd- "I Hate Myself".
Jeden z najlepiej wyprodukowanych albumów w 2011, a przecież za produkcję odpowiadają nołnejmy znani tylko w swoim bloku. Tym bardziej wzrasta podziw.
Powstaje jednak pytanie, postawione z pewną dozą smutku, a brzmi ono- Czemu, ach kurwa czemu Antek Macierewicz nie siedzi jeszcze w psychiatryku??

Zaraz, nie, to nie to miało być...
...
...
...
A tak, powstaje pytanie- Czy ten cd to nie jest idealny przykład marnotrawstwa dobrych bitów?
Odpowiedź brzmi- Niestety tak.
Wniosek może i mało radosny, ale w sumie fajnie, że takie akurat bity dostał Lil B. Inaczej znalazłby się w moim zestawieniu gniotów 2011 po raz drugi, a to nie jest miłe dla nikogo. Jestem przekonany, że Twista do dziś płacze w poduszkę, bo go rapbzdury.blogasqspot.com zjechał w 2010 roku.

Jeszcze jedna kwestia, pewna mała rzecz, której mi zabrakło na płycie. Takie spokojne, czillujące bity zasługują na refreny w wykonaniu kobiet. Szkoda, że nie pomyślano o tym. Same sample nie wystarczą.
Tak czy siak, produkcja na "I'm Gay" to jej najmocniejsza strona, i to, co po niej zostanie w pamięci.


Ciekawe, czy Puff i B.I.G. wiedzieli?










Stado napalonych modelek-lesbijek:
+ Przepiękna, wciągająca produkcja
+ I tworzony przez nią spokojny, fajny klimat
+ Szczerość i młodzieńcza iskra rapera


Ty w kajdankach na imprezie u Biedronia:
- wszystko inne, co związane z Lil B
- mylący tytuł
- brak kobiecych refrenów
- no i najważniejsze- idealny przykład zmarnowaych pięknych bitów.

"I'm a God MC, like Hova"- raczył zarapować tutaj Lil B. Do statusu legendy i jednego z najlepszych raperów jeszcze mu bardzo daleko, niemniej ten jego cd zostawia po sobie dobre wrażenie, a przynajmniej lepsze, niż się spodziewałeś, zapewniam cię.
Lil B to zasadniczo nie-raper, ale jeśli to on dobierał sobie te bity, to ma przyszłość ten koleżka. Ucho do podkładów to jedna z najważniejszych cech współczesnego MC. Drugim Rakimem nie będzie, ale ma szansę się na tyle poprawić i wyrobić sobie flow i głos, by spokojnie rywalizować z Soulja Boyem, Chingy'ym czy innym Bow Wowem. Lirycznie już niewiele od nich odstaje. Pozostaje czekać i rozglądać się, czy na horyzoncie nie widać Based Goda i jego szalonego ego, jadącego na rumaku ciągnącym fenomeny internetowe do miejsca, w którym wschodzą największe mainstreamowe gwiazdy.
Żarliwym kibicem może i nie będę, ale zainteresował mnie na tyle, że z pewnością jeszcze nie raz jakiś jego kawałek będzie mi po głowie latał. Czas przeznaczony na wysłuchanie "I'm Gay" nie był do końca stracony.

czwartek, 23 czerwca 2011

Pierwsza połowa 2011 roku (Pt. 2)

Porażka to uczucie, z którym najtrudniej się pogodzić, ale które najłatwiej wytłumaczyć.
"Przegrali 0:6 z Hiszpanią, no ale w końcu to późniejsi mistrzowie świata!".
"Nie wygrali walki o Europejską Stolicę Kultury, no ale zwycięzcy oszukiwali i mają Zdroja w rządzie!"
"UPR znowu 0,02% poparcia w wyborach, no ale przecież w sondażach internetowych 10% mieli!!!!"

Każdy ma swoje powody, by własne klęski racjonalizować, tłumaczyć.
Raperzy też. Każdy raper ma w swojej karierze takie okresy, kiedy wychodzi mu znacznie mniej, niż powinno. Wszyscy przez to przechodzą, albo pewnie by przeszli, gdyby tworzyli dłużej (tu piję do amerykańskiej Wielkiej Czwórki Martwych).
Zapewne niektórzy, pomimo druzgocącej krytyki recenzentów i fanów zachowują dobre samopoczucie (jak niezapomniany O.C.), inni tłumaczą się chęcią eksperymentu i nieczułością, ciasnotą umysłową odbiorców (vide "Rebirth"), reszta taktownie milczy.
Niesłusznie!
Zabawmy się! Stwórzmy wymówki autorom najbardziej żenujących spektakli w tym roku.
Oto niezwykła podróż przez najgorsze gnioty w rapowym światku, a także przez rozczarowania i płyty, których przeciętność okrutnie zderzyła się z wielkimi oczekiwaniami. Do każdego gniota w promocji wymówka, które pomogą najwierniejszym i najbardziej ślepym fanom tłumaczyć porażkę idola.
Let the roasting begin!



Część 1.
Miałeś chamie złoty róg


Dj Quik- Book Of David
Ocena 3/5


Co zawiodło:
Zawiódł chyba głównie Quik, który najlepsze lata ma za sobą. Niewielka wartość rozrywkowa, ujemne bujanie, tylko kilka naprawdę fajnych chwil. Nie jest fatalnie, ale mogło (musiało?) być znacznie, znacznie lepiej. Gdzieś tam Quik nawija, żeby nie porównywać go do Dre, bo zastrzeli. Ja nawet bez tej groźby nie zaryzykowałbym takiego porównania.

Oficjalna wymówka:
Żadnej sensownej.



Random Axe- Random Axe
Ocena 3/5


Co zawiodło:
Guilty Simpson, który nudzi. Nierówny Black Milk. Zerowa ambicja i niekonwencjonalność w kwestii lirycznej, kolejny uliczno-braggowy cd, jakich wiele. Dobra forma Seana P nie pomoże w takim stopniu, by podnieść ocenę wyżej.

Oficjalna wymówka:
Hehe fani Lil Wayne'a nigdy nie zrozumią wielkości tego albumu. Klasyczny album w starym dobrym stylu. Sean Piii!



KRS-One & Bumpy Knuckles- Royalty Check
Ocena 3/5


Co zawiodło:
To chyba jasne. KRS wypluwa te płyty z siebie niczym karabin maszynowy. Tyle, że strzela ślepakami. Ma jeszcze, mimo powtarzalności, na tyle charyzmy, by nie nagrywać megagniotów, a Bumpy sporo pomaga swoją energią i nawet niezłymi bitami, ale ponad trójeczkę nie mieli szansę się wznieść.

Oficjalna wymówka:
Są gorsze płyty koleś. A zapowiadana płyta dwóch wyleniałych... eee tzn. wspaniałych legend, Premiera i KRS'a rozpierdoli! Mark my words!



Count Bass D & Insight- Risk Takers
Ocena 3/5


Co zawiodło:
Ciekawość i niesztampowość. One głównie zawiodły, albo opuściły autorów tego cd w studiu. Flow i energia opuściły Count Bassa. Koncepty Insighta. Iskra opuściła podkłady. Nie jest tragicznie, ale zbyt przeciętnie.

Oficjalna wymówka:
Faktem jest,że płyta jest monotematyczna i zdecydowana większość numerów to braggi i wszelkiego rodzaju aspekty mcingu ale z drugiej strony wychodzi im to świetnie i czy kiedykolwiek zarzucił ktoś Pięknemu Tonemu że przez ostatnich 15 lat nawija w kółko o rybach,wizirze i dupie(ach) Maryny? Jedynym wyjątkiem potwierdzającym regułę jest Seize The Moment w którym panowie próbują przekonać słuchaczy,ze warto iść za marzeniami i nigdy się nie poddawać (całkiem fajna zwrota CBD).A poza tym to Count i Sight liczą wszystkie słabe wersy i widzą wszystkie wady wack Mc's,wypowiadają im wojnę i nie mogą się zdecydować którym z opanowanych przez siebie stylów mają ich pokonać choć i tak jest to bez znaczenia bo zawsze są jeden krok do przodu i prowadzą w tym peletonie.Ryzyko jakie podejmują jest więc stosunkowo niewielkie bo są po prostu dobrzy i mogą sobie pozwolić nawet na hipnotyczny taniec z ulicznymi wężami a i tak jakiekolwiek odpowiedzi słabych Mc będą brzmiały sztucznie.
(czyli w skrócie- jest chujowo, ale na dobrym poziomie).



Grieves- Together/Apart
Ocena 3/5


Co zawiodło:
Grieves trochę za bardzo zapętlił się na problemach emocjonalnych. Kolejny podobny track, rapowany takim samym flow, na czułym bicie potrafi człowieka znudzić.
Singlowy song był fajny, ciekawy, można było zrobić chyba więcej takich odlotów. A tak zaczynamy mieć dość tych jego problemów po 2 tracku.
Trochę nudno jest, a nuda to najgorszy wróg rapera. Nie budzi nawet ułamka tych emocji, które pamiętamy z solowej płyty Kno czy nowego albumu Cunninlynguists.

Oficjalna wymówka:
Piękny, wspaniały cd, dla fanów Sluga i dojrzałego rapu. Nigdy wcześniej nie mogłeś powiedzieć sobie "jestem gejem" w przyjaźniejszej atmosferze.



Pete Rock & Smif-n-Wessun - Monumental
Ocena 3/5


Co zawiodło:
Ta płyta nie ma poważnych wad. Jest po prostu przeciętna. Są solidni raperzy, jest solidny już tylko, niegdyś genialny, producent, są fajne niektóre guest appearances.
Nic spektakularnego, ale i nic katastrofalnego.

Oficjalna wymówka:
Pete Rock tworzy takie bity, że szok. Nie, nie słuchałem tej płyty, ale w latach 90-tych tak robił, więc czego się kurwa przyczepiasz? A Tek N Steele to klasyka rapu i się nie sprzedali.



Część 2.
Negro please...



Blueprint - Adventures in Counter-Culture
Ocena 2,5/5


Ośmieszył się, bo:
Próbował zmiksować wyjątkowo podłe wstawki śpiewane, niektóre o ironio (w stosunku do tytułu) z autotune, z innymi klimatami. Szkoda, bo te inne klimaty, tradycyjniejsze cuty, są naprawdę fajne, a singiel, "Radio-Inactive" to wybitny kawałek. Nie wiem, jaki był koncept tego cd, ale wyszedł on okropnie. BP to świetny raper, ale musi chyba wrócić do korzeni.

Oficjalna wymówka:
Chciał spróbować czegoś nowego. Miał prawo, Weezy nie miał, taka różnica. Brzmi to marnie, ale to podziemie, a podziemie zawsze kilka klas przed mainstreamem.




Blaq Poet - Blaq Poet Society
Ocena 2,5/5



Ośmieszył się, bo:
Cóż, jest tylko średnim raperem. Brakuje tej płycie czegoś elektryzującego, nawet jeśli na poprzedniej płycie bity Premiera były z odzysku, to samo genialne intro zjadało ten cd bez problemu. Jest nawet jeden, fajny track z dobrym konceptem (Hood Talk), ale to za mało. Nuda, toporność, sztampa. Nie polecamy.

Oficjalna wymówka:
Niestety Blaq Po nie ma fanów, żadna do tej pory nie powstała.



Hail Mary Mallon - Are You Gonna Eat That?
Ocena 2/5


Ośmieszyli się, bo:
W sumie to nie ośmieszyli się. Nagrali cd, który jest zbyt chaotyczny, jak na moje standardy. Nie zrozumiałem za bardzo zajawki chłopaków, nie dotrwałem do końca. Zdanie o Aesopie zmieniłem już jakiś czas temu, na pozytywne, zwłaszcza słuchając jego bitów, niemniej tutaj panowie nadają na falach dostępnych chyba tylko dla ultrasów Def Jux.
Liczyłem na jakiś konceptualny album, dostałem zlepek pomysłów, tekstów, bitów, który każdy sobie może na swoją modłę interpretować. W pewnych sytuacjach może to być zaleta, ale nie tutaj.

Oficjalna wymówka:
Ta płyta to sama esencja Def Jux. Jaram się wszystkim, nawet tym, że nie wiem, o co im w sumie chodzi. AAAAaaaaaaaa, brakowało mi takiego rapu. Single brzmią Defjuxowo, jest git. Sprawdzam całość!




Jim Jones- Capo
Ocena 2/5


Ośmieszył się, bo:
Nie ma absolutnie warunków do samodzielnego udźwignięcia całości płyty ze swoimi mikroskillsami i marnymi tekstami. Nadaje się jedynie na krótkie wstawki na płytach Dipset, ewentualnie do skandowania ad-libów. Męczy, nudzi, Irytuje. Lepiej sprawdźcie nowy cd Cam'rona i Vado.

Oficjalna wymówka:
Taki już jest, slow flow i chujowe teksty. Można być chujowym stylowo. Swag nigga.


Część 3.
Błagam wyłączcie to



Tyler, The Creator- Goblin
Ocena 1,5/5
Pełna recenzja tutaj.




Blu - Jesus LP
Ocena 1,5/5


Ogłuchłem, bo:
Ma czelność wydawać składankę pełną krótkich tracków, i jeszcze nazywać to "LP".
Ta zbieranina zakurzonych odrzutów tylko czasami jest słuchalna. Jaki był sens wydawania tego? Ma szczęście, że jest to darmowa opcja, bo ocena byłaby chyba 0/5.
Jak jesteś fanem "Below The Heavens" to nawet tego nie tykaj.

Oficjalna wymówka:
No przecież to jest za darmo, a "LP" dodali na internecie. Poza tym ja wszystko od Blu przyjmuję bezkrytycznie, tak, to, o czym myślisz, na twarz też bym przyjął :):):)
(cytat z pewnego forum)



Lil B - Angels Exodus
Ocena 1/5


Ogłuchłem, bo:
Jego rap jest obrzydliwy, flow ma paskudne, przekaz tandetny, głos wkurzający, technikę nieistniejąca, charyzmę zerową. Świat nie powinien wydać na świat tego pana.

Oficjalna wymówka:
???


--------------------------------------------------------------------------------

Tak też przedstawia się rok 2011, póki co.
Pominąłem wyższe stany średnie (płyty z ocenami 3,5 których parę też było).
Jeśli chodzi o najgorsze płyty, to chyba jest podobnie, co w 2010 roku, w którym to też były niezłe gnioty (Twista, Juvenile).
Pozostaje mieć nadzieję, że marne płyty dalej będą wychodziły, żebym miał materiał na podsumowanie w grudniu.
No, to czas powrócić do normalnych recenzji.


piątek, 17 czerwca 2011

Pierwsza połowa 2011 roku (Pt. 1)

Półmetek nowego roku już za nami.
Nie ma to jak zacząć od odkrywczego zdania co?
Jak zawsze- wiele działo się na świecie, bla bla bla.
Cóż, rok 2010 był naprawdę wspaniały dla rapu, 2011 wydaje się go dzielnie gonić.
W poprzednich 12 miesiącach dałem 4 oceny 5/5 (K-Rino, Kno, Eminem, Kanye), w tym żadnej jeszcze, ale w końcu jeszcze do końca trochę czasu zostało.
Rap może i trochę zwolnił, ale to pewnie dlatego, że największe gwiazdy (Wayne, Dre, Kanye & Jay, Jeezy, Nas) swoje tegoroczne premiery wciąż przekładają, albo zapowiadają.
W "Detox" nikt normalny już nie wierzy, na pozostałych czekam z niecierpliwością.
Działo się w ciągu tego półrocza sporo, warto więc chyba to wszystko ująć w ramy, i, po ludzku, pooceniać.
Oto zbiór wybranych płyt z tego roku, a przynajmniej tych wartych dwóch zdań.



1. Debeściaki (od 5/5 do 4,5/5)
Tym razem najlepszych reklamuje boska Carolina



Jezus Cię kocha.
No no, bez skrytych uśmieszków, nie w TEN sposób.
Nie poczujesz się może od tego jak świeżo zdjęta z jezusowego członka Maria Magdalena, ale zasługujesz na wzmiankę na blogu w kategorii "Najlepsi".
Płyty warte uwagi, piękne, prawie idealne, ale także te naprawdę zacne, dobre, którym czegoś mniej lub bardziej istotnego zabrakło. Zostaną w pamięci.
Możesz z dumą patrzeć na pozostałych. Rok 2011 był Twój.



WC - Revenge of the Barracuda
Ocena 4,5/5
Pełna recenzja tutaj.




Snoop Dogg- Doggumentary
Ocena 4,5/5
Pełna recenzja tutaj.




Murs & Terrace Martin- Melrose
Ocena 4,5/5
Pełna recenzja tutaj.




Tech N9ne- All 6's and 7's
Ocena 4,5/5
Pełna recenzja tutaj. Tak, wiem, że to głupie, skoro to przecież poprzedni wpis. Ale co tam.




Cunninlynguists- Oneirology
Ocena 4,5/5
Pełna recenzja tutaj.




Beastie Boys- Hot Sauce Committee Part Two
Ocena 4,5/5
Pełna recenzja tutaj.




Slaine- A World With No Skies
Ocena 4,5/5

Plusy
+ Świetny, duszny klimat
+ Slaine wkurzony, rozkminiający, chwalący się
+ i posiadający naprawdę zacne możliwości na majku
+ Mocna, równie mroczna produkcja
+ "Must Have" dla każdego fana ostrych rapów

Minusy
- czasem nawiązuje do nudnawych klimatów JMT
- ze 2 bezpłciowe bity
- i również ze 2 mniej fajne lirycznie songi



Wiz Khalifa- Rolling Papers
Ocena 4,5/5

Plusy
+ Rozrywka w najczystszej postaci
+ Najlepszy imprezowy cd od wielu lat
+ Idealnie wyprodukowany
+ Zawiera także parę zacnych, mniej bangerskich akcentów
+ Ten prawdziwy Mr. Slow Flow
+ Świetne refreny i dobry śpiew samego Wiza
+ Cassie w teledysku (u mad?)

Minusy
- zgredy i pedały narzekają, że to pop rap
- a to jest tymczasem już chyba aż dance rap



Classified- Hand Shakes and Middle Fingers
Ocena 4,5/5

Plusy
+ Świetnie napisane i pomyślane
+ Bardzo dobra technika
+ Modelowy przykład niezamulającego, niestękającego na mainstream podziemia
+ Świetne refreny
+ Mocne featuringi
+ Nieszablonowe, przebojowe, charyzmatyczne
+ Świetnie wyprodukowane

Minusy
- nie ma! nie ma! nie ma!



Blue Scholars- Cinemetropolis
Ocena 4,5/5

Plusy
+ Najlepszy póki co w tym roku koncept na płytę
+ Ciekawe, umiejętnie zbudowane kawałki
+ Fajny, rozkminkowy klimat
+ I takaż produkcja
+ Geologic to naprawdę dobry raper
+ Każdy track inny

Minusy
- choć ze 2 gorsze podkłady by się znalazły
- zapiekli truskule narzekają, że to nie to, co kiedyś
- ale to, jak wiadomo, matoły



E-40- Revenue Retrievin': Overtime Shift
Ocena 4,5/5

Plusy
+ Niesamowite wręcz basy, synthy, minimalistyczne bangery
+ Rozpierdoli każdy samochód
+ Ogólnie całość produkcji
+ E-40 jako raper jaki jest, każdy wie. Mi odpowiada.
+ hiciarski, efektowny, nie mający zapychaczy album
+ Progres w stosunku do poprzedniej płyty

Minusy
- lirycznie nic wielkiego
- jak to nie ma czasu grać w Call of Duty?!?!?!?!?!



Daz- D.A.Z.
Ocena 4,5/5

Plusy
+ Jeden wielki banger
+ Każdy track to niesamowity, hiciarski strongman
+ Agresywny, charyzmatyczny Daz
+ Dobre featuringi
+ Po prostu raw rap pod bujające podkłady
+ Skończył "wskrzeszać g-funk" i zaczął robić muzykę
+ Progres w porównaniu z poprzednimi, nudnymi płytami

Minusy
- konceptów czy wielkich tekstów tu nie uświadczysz
- zapychacze?

--------------------------------------------------------------------------


2. Peleton (4/5)
Do jeszcze lepszych nagrywek zachęca Mila Kunis




Dałeś z siebie wszystko. Nie wyszło może tak, jak chcieliby fani, a może nawet nie tak, jak Ty byś chciał, jednak możesz położyć się ze świadomością, że dałeś w tym roku muzyce coś więcej, niż inni.
Widziałeś konkurentów uciekających Ci za horyzont, ale możesz spokojnie oglądać się za też za siebie, widząc zdyszane tuziny pokonanych.
Metaforycznie- masz może i miseczkę A, pryszcze i nos wiedźmy, ale oczy jak Bette Davis.
Dzięki.



Saigon- The Greatest Story Never Told
Ocena 4/5
Pełna recenzja tutaj.




Pharoahe Monch- W.A.R.
Ocena 4/5
Pełna recenzja tutaj.




Brotha Lynch Hung - Coathanga Strangla
Ocena 4/5
Pełna recenzja tutaj.




K-Rino- Alien Baby
Ocena 4/5

Plusy
+ Mocne lirycznie
+ Dobre koncepty
+ Technika, bragga, wszystko to, z czego Eric słynie
+ Jak zawsze niepokonane pancze

Minusy
- jakoś tak mniej imponuje niż poprzednia monumentalna produkcja
- a i słabe bity się znajdą



Talib Kweli- Gutter Rainbows
Ocena 4/5

Plusy
+ Zróżnicowanie liryczne
+ Fajnie wyprodukowana
+ Dobry klimat
+ Talibowi dobrze wychodzi pokazywanie innego oblicza

Minusy
- parę mniej udanych songów (np. storytell)
- czasem za słodko
- no i nie tak, jak miał brzmieć ten cd dla truskuli



Raekwon- Shaolin vs. Wu-Tang
Ocena 4/5

Plusy
+ Mroczna, uliczna płyta
+ Dobry, niebezpieczny klimat
+ Rae w dobrej formie, także technicznej
+ Mocna produkcja
+ Dobrzy goście

Minusy
- słabsi goście
- CO ZA KURWA POMYSŁ Z TYMI KRÓTKIMI TRACKAMi?!?!?!
- wyjątkowo denerwujący bit od Khalila



G-Side- The One...Cohesive
Ocena 4/5

Plusy
+ PIĘKNIE wyprodukowane
+ Hastlerski, spalony vibe
+ Spokojna, bujająca płyta

Minusy
- niespecjalne lirycznie
- emotka w tytule tracka? Serio?
- nic odkrywczego w żadnej sferze



Travis Barker- Give the Drummer Some
Ocena 4/5

Plusy
+ Fajne, rap-rockowe klimaty
+ Znaczna większość (jest taki zwrot?) raperów bardzo ładnie jedzie
+ Travis wymiata na perkusji

Minusy
- jak to zwykle bywa przy tylu raperach- brak spójności
- Cool Kids i Kid Cudi słabo
- nie da się w takiej konwencji klasyka nagrać



Cam'ron & Vado- Gunz n' Butta
Ocena 4/5

Plusy
+ Gangsta i hustla na dobrym, znanym poziomie
+ Cam w pięknej formie, technika, zabawne wersy
+ Większość dobrych hitów

Minusy
- Vado wyraźnie słabszy na tle wielkiego kolegi
- niektóre podkłady



Kool G Rap- Riches, Royalty & Respect
Ocena 4/5

Plusy
+ Technika i głos G Rapa
+ Mroczna, surowa produkcja
+ Tylko Havoc jako featuring
+ Także inne akcenty poza gangsterką

Minusy
- flow i energia już nie takie, jak w 1995...



The Undergods- In God We Trust, Crush Mics to Dust
Ocena 4/5

Plusy
+ W końcu Canibus na dobrych bitach
+ I co on na nich wyczynia!
+ Naprawdę świetne braggadocio od Propane'a
+ Luz Keitha
+ Featuring Tech N9ne'a

Minusy
- Murray przyćmiony trochę przez szalonego nerda
- jednowymiarowość



Vast Aire- OX 2010: A Street Odyssey
Ocena 4/5

Plusy
+ Bardzo dobra produkcja
+ Klimat
+ Cd w starym stylu
+ Spodoba się nie tylko fanom Can Ox


Minusy
- Vast to wybitny na majku nie jest...
- do tego monotematyczny
- dość marnie goście wypadli


--------------------------------------------------------------------------

Koniec.
Niedługo pt. 2- czyli ci, którym nie wyszło, oj nie wyszło.