10 raperów, których krytykowanie może zakończyć twoje dobre relacje z autorem bloga.
Czyli, inaczej, kolejna ściana tekstu w której sieah pierdoli na temat, który nikogo nie interesuje.
Większość z was, przygłupy, szczyci się swoją rzekomą obiektywnością w spojrzeniu na muzykę, uważacie się za bezstronnych, rzeczowych krytyków dźwięków wszelakich. Do pisania o muzyce w internecie zakładacie nawet swoje najlepsze lakierki, a stara wam starannie prasuje mankiety dnia poprzedniego, dzień przed dniem świętym, który święcić w końcu musicie. Siadacie potem przed monitorem i pierdolicie te swoje smuty, których nawet sami potem czytać nie możecie, niepomni na słynne zdanie przypisywane m.in. Frankowi Zappa- Talking about music is like dancing about architecture. Mnoży się potem liczba cymbałów-blogerów, którzy nie kryją nawet swoich inspiracji pomysłami innych.
[w tle]
ekhem
A no tak, nie o tym miało być :)
W każdym razie, wracając do obiektywności, każdy z nas, szanowni koledzy, ma trudności z przyznaniem się, że w swoich recenzjach tego czy innego rapera faworyzuje go, bo ma do jego rapu stosunek sentymentalny, fanbojowski, psychofanowski. Zawsze trzeba wtrącić jakieś zdanie niby pokazujące nas w świetle bezpartyjnych fachowców. Praktyka pokazuje, że owi nie istnieją, każdy ma jakieś poglądy, jakieś autorytety, do których odwołać się musi.
Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy więc mamy takie sytuacje, że w obliczu konfliktu opowiadamy się po którejś ze stron, a fakt, że jedną konkretną wybieramy ślepo i często bez rozpatrzenia wszystkich za i przeciw przecież nie świadczy, że jesteśmy nieobiektywni, prawda?
Nie ośle, nieprawda.
Tobie pastuchu z Polski B zapewne brak odwagi, by się przyznać, za których raperów byś oddał swoje, i tak niewiele warte, życie.
Czas więc by zrobił to ktoś bardziej kompetentny od ciebie.
Oto raperzy, od których lepiej się odpierdzielić, o ile nie chcecie zrobić sobie wroga w postaci mojej. Wiem, że to nic groźnego i że ja też jestem tylko statystą ze strony internetowej, ale każdy podnieść swoją wartość czasem musi.
W każdym razie, wracając do obiektywności, każdy z nas, szanowni koledzy, ma trudności z przyznaniem się, że w swoich recenzjach tego czy innego rapera faworyzuje go, bo ma do jego rapu stosunek sentymentalny, fanbojowski, psychofanowski. Zawsze trzeba wtrącić jakieś zdanie niby pokazujące nas w świetle bezpartyjnych fachowców. Praktyka pokazuje, że owi nie istnieją, każdy ma jakieś poglądy, jakieś autorytety, do których odwołać się musi.
Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy więc mamy takie sytuacje, że w obliczu konfliktu opowiadamy się po którejś ze stron, a fakt, że jedną konkretną wybieramy ślepo i często bez rozpatrzenia wszystkich za i przeciw przecież nie świadczy, że jesteśmy nieobiektywni, prawda?
Nie ośle, nieprawda.
Tobie pastuchu z Polski B zapewne brak odwagi, by się przyznać, za których raperów byś oddał swoje, i tak niewiele warte, życie.
Czas więc by zrobił to ktoś bardziej kompetentny od ciebie.
Oto raperzy, od których lepiej się odpierdzielić, o ile nie chcecie zrobić sobie wroga w postaci mojej. Wiem, że to nic groźnego i że ja też jestem tylko statystą ze strony internetowej, ale każdy podnieść swoją wartość czasem musi.
Pomniki, sieah nie widzi wad, nawet jeśli są.
Tu bez niespodzianek chyba co? W w większośći typów te ksywki padały. Nie ma co, znacie mnie dobrze.
Hov- człowiek sukcesu, genialny, długowieczny i wpływowy raper. Każdy (raper) chce być Hovą, ale Hov dalej żyje- pamiętacie z czego to? Co ciekawe, na początku swojej przygody z rapem nie byłem zwolennikiem tego pana, pamiętam pierwsze posty na hip-hop.pl i moje mini-wojenki z fanami... Jaya, w których wskazywałem na to, czemu Nas wygrał (były to jednak z perspektywy czasu dość głupie argumenty, nie będę cytował). Potem jednak przejrzałem na oczy, i od jakichś paru lat jestem najbardziej irytującym fanem Cartera nad Wisłą. Będę bronił wszystkiego, nawet płyt z R.Kellym, spróbuj mnie.
Thank you, the-step-the-fuck-back-Freeway God.
Hov- człowiek sukcesu, genialny, długowieczny i wpływowy raper. Każdy (raper) chce być Hovą, ale Hov dalej żyje- pamiętacie z czego to? Co ciekawe, na początku swojej przygody z rapem nie byłem zwolennikiem tego pana, pamiętam pierwsze posty na hip-hop.pl i moje mini-wojenki z fanami... Jaya, w których wskazywałem na to, czemu Nas wygrał (były to jednak z perspektywy czasu dość głupie argumenty, nie będę cytował). Potem jednak przejrzałem na oczy, i od jakichś paru lat jestem najbardziej irytującym fanem Cartera nad Wisłą. Będę bronił wszystkiego, nawet płyt z R.Kellym, spróbuj mnie.
Thank you, the-step-the-fuck-back-Freeway God.
Face- mogę się poszczycić tym, że byłem jednym z pierwszych sajkofanów Face'a w Polsce, choć może w przypadku rapera dość, jak na dwie oceny 5/5 w "The Source", niszowego, może to się wydawać dziwne. Skromny człowiek z zasadami, przelewanymi w swoje zawsze emocjonalne i szczere rapsy- tak powinni się zachowywać wszyscy porządni ludzie. Cóż, choć moja kopia "The Fix" jest w tandetnej tekturze (wasza też?), niemniej wpływ Face'a na rap z południa, na rap w ogóle, respekt, świetna liryka, pogodne nastawienie, ciekawa osobowość, prawdziwy uliczny cred- to wszystko składa się na to, że dziś bez Scarface'a nie wyobrażam sobie swojej top 10, wszech czasów.
Thank you, the-not-caring-for-his-child God
Thank you, the-not-caring-for-his-child God
K-Rino- w tym wypadku mogę śmiało powiedzieć, że byłem PIERWSZYM psychofanem Erica w Polsce. Rzadko się go widywało na forach przed "moją" erą. Wrócę znowu do początków mojej przygody z rapem- rok 2005, wkręcanie się w kulturę, raperów, fora internetowe poświęcone tej tematyce, budowanie swoich pierwszych rankingów. Jako, że wtedy byłem zawziętym zwolennikiem Nowego Jorku i konserwatystą (do tego stopnia, że prowadziłem anty-południowe krucjaty na ... allhiphop.com i ich Ill Community), negowałem praktycznie wszystko z rejonu spod linii Masona-Dixona. Dopiero K-Rino otworzył mi oczy. I dziś jestem po drugiej stronie barykady. Najlepsze storytellingi, koncepty, pancze, wybitna technika a przy tym pokorne trzymanie się swojego kursu przez dużo ponad 20 lat w raprze. Za Keja oddałbym wszystko, może poza życiem i zdrowiem, no i poza rodziną, no i poza rzeczami materialnymi, no i te niematerialne też oszczędźcie... No dobra, nie tak wiele znowu bym oddał, macie mnie. W każdym razie to jeden z moich prawdziwych, stałych ulubieńców. Nawet jak na okładkę swojej płyty znowu będzie pozował w ceracie.
Thank you, 20-albums-deep-still-no-success God
Thank you, 20-albums-deep-still-no-success God
Giancana- era G Rapa w hip hopie już dawno minęła, kolejne pokolenia świeżaków mniej lub bardziej udanie próbowały albo go naśladować, albo zastąpić, a Luzacki Geniusz Rapu nie chce zejść z #1 w moim rankingu wszech czasów. Nawet nie wiem, od której zalety zacząć, od którego nurtu, który on zapoczątkował, od którego rapera, którego zainspirował. Każdy kto mnie zna, wie, że G Rap to mój prawdziwy psychoidol (?), prawdopodobnie większy od poprzednich 3. To G Rap, a nie Rakim, jest God MC.
Tutaj nigdy nie było żadnych zwrotów akcji, zawsze gościa lubiłem i lubić będę. Podstawowa lektura dla każdego fana rapu, nieważne, po której stronie w konflikcie truskul[klasyczność]-dirty south[swag] się opowiadasz.
Thank you, the-i-invented-everything God
Tutaj nigdy nie było żadnych zwrotów akcji, zawsze gościa lubiłem i lubić będę. Podstawowa lektura dla każdego fana rapu, nieważne, po której stronie w konflikcie truskul[klasyczność]-dirty south[swag] się opowiadasz.
Thank you, the-i-invented-everything God
Arcymistrzowie, specjalne miejsce w pamięci, na zawsze.
Tu już pewnie niektórzy zaskoczeni.
2Pac- wyjaśniłem we wpisie "top 10 wszech czasów". Niemniej- żaden zdechły raper nie wzbudza takich emocji, jak Pac. Jakby na scenie pojawił się hologram J Dilli, to byłoby to wydarzenie co najwyżej lokalne. Do dziś nikt nie pobił charyzmy i pewności siebie, jaką prezentował 2Pac. I nie widać nikogo na horyzoncie. Nie daj się zwieść armii zaślinionych nastolatków uznających Shakura za boga- raper ten to ikona, muzyki z jednej strony, bezsensowności przemocy z drugiej. Tyle lat po śmierci przemawia w dalszym ciągu z taką samą mocą.
Thank you, the-how-is-it-up-there? God
2Pac- wyjaśniłem we wpisie "top 10 wszech czasów". Niemniej- żaden zdechły raper nie wzbudza takich emocji, jak Pac. Jakby na scenie pojawił się hologram J Dilli, to byłoby to wydarzenie co najwyżej lokalne. Do dziś nikt nie pobił charyzmy i pewności siebie, jaką prezentował 2Pac. I nie widać nikogo na horyzoncie. Nie daj się zwieść armii zaślinionych nastolatków uznających Shakura za boga- raper ten to ikona, muzyki z jednej strony, bezsensowności przemocy z drugiej. Tyle lat po śmierci przemawia w dalszym ciągu z taką samą mocą.
Thank you, the-how-is-it-up-there? God
Shady- jedyny, poza Beastie Boys, biały raper z pasmem sukcesów to zarazem jeden z najbardziej utalentowanych ludzi w całej grze. Niepozbawiony dramatyzmu (uzależnienie, rodzina, Proof), Eminem w dalszym ciągu tak samo elektryzuje publiczność. W dalszym ciągu to Eminem okupuje listy sprzedaży, niezależnie od koniunktury, kryzysów i sukcesów innych. Ja już dawno się przekonałem, że składać wersy jak Shady potrafi tylko Shady. Dodać do tego spore grono wypromowanych raperów, niezły nawet film, niepodrabialną osobowość i prezencję sceniczną oraz niezrównany potencjał do wygrywania beefów- mamy prawdziwego idola nowożytności.
Thank you, the-did-you-really-burn-the-polish-flag God
Thank you, the-did-you-really-burn-the-polish-flag God
Yeezy- Kanye to wyjątkowa postać na nieboskłonie, pamiętamy jego dość skromne początku na "Blueprint" czy "The Fix". Przez te 10 lat urósł do statusu jednej z największych gwiazd w historii tej muzyki. Przekorny, potrafiący stawiać naprawdę szokujące tezy (choćby te o sobie i Biblii) dodaje do tego naprawdę genialne pomysły na muzykę, jest najważniejszym producentem minionego dziesięciolecia i jednym z ważniejszych raperów, choć przecież raperem wielkim nie jest. Przyznam się, nie wróżyłem mu sukcesu w rywalizacji, kto sprzeda więcej, on swojego "Graduation" czy 50 Cent jego "Curtis". Zwycięstwo w tym prestiżowym pojedynku było prawdziwym momentem przełomowym w jego karierze i końcem pewnej ery w rapie. Od tamtej pory nie mogę żyć bez kolejnych projektów szaleńca z Chicago.
Thank you, the kim-kardashan-made-me-wear-man-thong God
Thank you, the kim-kardashan-made-me-wear-man-thong God
Bis- to taka trochę stara, mocno zardzewiała sympatia, dziurawiona wieloma nie do końca niestety udanymi posunięciami Propane'a. Szkoda trochę kariery, jaką ten człowiek mógł zrobić, szkoda, że LL się na niego uwziął tak solennie... Szkoda, bo Canibus ma niezrównany potencjał liryczny, genialny zasób słów i naprawdę świetne koncepty. Do tego jadowity, wkurzony głos, pretensja do całego świata i drobną, nerdziarską budowę. Idol jak się patrzy, zwłaszcza dla zakompleksionych spaślaków marzących o posiadaniu swojej własnej martyrologii. Normalni ludzie, tacy jak my, cenią Canibusa zwłaszcza za okres 2000-2003, w których to latach Bis był prawdziwym geniuszem. Teraz jedyne co się zdarza, to przebłyski. Niemniej- na allegro "Rip The Jacker" jest za 10zł- DLACZEGO BAŁWANIE JESZCZE NIE KUPIŁEŚ?
Thank you, the stop-being-so-fucking-bitter-and-get-over-it-Eminem-won God
Thank you, the stop-being-so-fucking-bitter-and-get-over-it-Eminem-won God
Sprawdzę wszystko, co wydadzą..
Tunechi- znienawidzony przez całe masy, przez całe masy uwielbiany. Lubię takie postacie- albo kochasz, albo nienawidzisz nienawiścią szczerą. Tak zaskakujących, pozytywnie zakręconych postaci w rapie nie ma zbyt wiele. Czasem ma się naprawdę wrażenie, że to, co Weezy wypluwa w mikrofon to bezsens i bełkot, ale wartość rozrywkowa tych wynurzeń jest po prostu kolosalna. I nie chodzi tylko o komiczne pancze czy hashtag rap. Sama idea radośnie podskakującego, groteskowego karła robiącego multiplatynową karierę kontrastująca z twoim raperem sprzedającym 35k płyty w pierwszym tygodniu jest warta zachodu.
Pamiętaj, sprawdź sam jego twórczość, nie sugeruj się zdaniem hejterów.
Thank you, the i-kissed-my-daddy-on-the-lips-and-remain-shameless God
Yellow Nigga- nikt się pewnie nie spodziewał. Tym lepiej. Jedynym problemem z Chino jest.. znalezienie jakiegoś reprezentatywnego zdjęcia w internecie (serio, sprawdźcie,99% nie przejdzie na tym heteroseksualnym blogu). Poza tym same pozytywy- piękna liryka, karkołomne, obrazoburcze pancze, mroczny, introspektywny brutalny design wszystkich jego projektów.
Można sobie mówić, że Chino tak koncentruje się na panczach, że resztę tekstu traktuje jako dodatek do nich jedynie, ale ja czekam na jego nowy album już 6 lat i doczekać się nie mogę, zapewniam was jednakże już dziś- jak to wyjdzie, to będzie czołówka roku.
Thank you, the fuck-you-too God
Można sobie mówić, że Chino tak koncentruje się na panczach, że resztę tekstu traktuje jako dodatek do nich jedynie, ale ja czekam na jego nowy album już 6 lat i doczekać się nie mogę, zapewniam was jednakże już dziś- jak to wyjdzie, to będzie czołówka roku.
Thank you, the fuck-you-too God
Warci wspomnienia:
Immortal Technique
Pharoahe Monch
Young Jeezy
Paris
Chuck D
Killah Priest
Big Daddy Kane
Ice Cube
GZA
Ghostface
Notorious B.I.G.
Nas
-------------------------------------------------------------------------
Gratulacje, padły chyba wszystkie odpowiedzi. Znaczy to, że:
a) jestem przewidywalny
b) macie dogłębną wiedzę na temat postaci z internetu. Tak, to może o was źle świadczyć.
Poza tym psujecie kurwa zabawę, mogliście napisać- nie wiem, powiedz.
a) jestem przewidywalny
b) macie dogłębną wiedzę na temat postaci z internetu. Tak, to może o was źle świadczyć.
Poza tym psujecie kurwa zabawę, mogliście napisać- nie wiem, powiedz.
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńi g rap i rino tez
OdpowiedzUsuńusunąłem twój koment gawi, by inni mogli zgadywać też. Przywrócę później
OdpowiedzUsuńJay, K-Rino, pewnie BOB i J.Cole. Raper Beastie Boys też. No i Tyler.
OdpowiedzUsuńK-Rino i Jay-Z.
OdpowiedzUsuńOczywiste że na pierwszym Dżej fanboju jeden :D
OdpowiedzUsuńTyler the Creator
OdpowiedzUsuńPopek
Flava Flav
Hova, Scarface, Kool G Rap, K-Rino, Chuck D, Young Jeezy, Lil Wayne, Biggie
OdpowiedzUsuńhttp://rapbzdury.blogspot.com/2011/01/top-10-wszechczasow.html ?
OdpowiedzUsuńK-Rino, Jay-Z, Kool G Rap
OdpowiedzUsuńSpróbuję odgadnąć.
OdpowiedzUsuńHova, Eminem, Kool G Rap, K-Rino, Big Boi, Ghostface Killah, Pharoahe Monch, Scarface, Tech N9ne, J. Cole
Jay-Z, Kanye West, K-Rino, Masta Ace, Kool G Rap, Tupac, Cunninlynguists (Kno),Scarface, J-Cole, Biggie?
OdpowiedzUsuńMagik, O.S.T.R., Eldo, Gandzior, Laikaike1, Buczer, PIH, Rahim, Onar, Truskawa - kogoś pominąłem?
OdpowiedzUsuńhova i kanye west, reszty nie wiem
OdpowiedzUsuńjay-z eminem k-rino canibus murs tech n9ne kool g rap ghostface kilah scarface rakim
OdpowiedzUsuńbob , jay , k rino , eminem , young jeezy , wayne , 2 pac , eminem , tyler the creator, reno.
OdpowiedzUsuńJay-z na wejsciu. Kool-g-rap.
OdpowiedzUsuńJay-Z, West, Lil Wayne, tech N9ne, Ghostface, UGK może jeśli zespoły się liczą
OdpowiedzUsuńChyba nikt się nie chce w to bawić. Dawaj tę listę w takim razie =]
OdpowiedzUsuńNie gadaj, że za Avengersami stoi Freeway...
OdpowiedzUsuńTak, to on, zdjęcie z ostatniej bibki z Hovą już robi swoją karierę.
OdpowiedzUsuńPolecam fanom przeróbek w Photoshopie ten link- http://community.allhiphop.com/discussion/469767/the-freeway-saga-freeway-was-there
Snowman, Iluminati-Z, B.o.B., Truskawa.
OdpowiedzUsuńmasz rację nikt nie chce się bawić gawi, więc daję wpis.
OdpowiedzUsuńArchie co znowu ze ślizgiem zrobiłeś, najpierw datpiff rozjebałeś, teraz forum.
Przecież Nas wygrał beef. A paplanina kto więcej zarobił to nie jest argument. Artystycznie też wypada lepiej od Cartera na albumach
OdpowiedzUsuńpo 2001. Wyjątkiem jest Black Album.
"Przecież Nas wygrał beef."- taaa, pewnie dlatego wytwórnia nie chciała mu nawet Lost Tejpsów wydać, a jego samego ściga IRS i alimenty. Urodzony zwycięzca w klipie z Nicki Minaj.
OdpowiedzUsuńAmerican Gangster > wszystkie płyty Nasa po Stillmatic.
Nigger > AG (album na którym Nas wypada lepiej od gospodarza)
OdpowiedzUsuńGod's Son > AG (album na którym Nas wypada lepiej od gospodarza)
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=k47DSRFZ1zk A propos KGR :D
OdpowiedzUsuńSKIPOWAŁEM DO REFRENU, POTEM WYŁĄCZYŁEM (gdzieś około minuty, wcześniej ciężko jest przebrnąć przez wycie Pihuja)
"AG" jest znacznie lepszy produkcyjnie od wszystkiego po "Stillmatic". Klimatyczniejszy od "HHID", równie ciekawy co "Nigger" (który nie wykorzystał dostatecznie dobrze konceptu) i zrobiony w starym stylu. Nas nie ma szans, a ich wersy na "AG" oceniam mniej więcej tak samo.
OdpowiedzUsuńI jak chcesz dalej dyskutować to proponuję rozszerzyć argumentację poza ">".
Świetny pomysł- polskie przygłupy dukają do mikrofonu i wciskają murzyna na refren. Dlatego m.in. nie słucham pl rapu.
Jedyne z czym jestem się w stanie zgodzić to fakt że American
OdpowiedzUsuńGangster jest bardziej klimatyczne od Hip hop is Dead. Jednak żeby
nazwać spójnym to wydawnictwo Escobara trzeba mieć pod sufitem równo jak w Kaplicy Sykstyńskiej. Nigger nie do końca wykorzystany? Być morze.
Wielka puenta wraca jak boomerang :< Bo czy to ja sprowadziłem
dyskusje do takiego poziomu? Retoryczne of course.
Tyle, ze ja oprócz ">" zawarłem także inny content w moich komentarzach, choć prawie udało ci się skasować wina za dobry argument.
OdpowiedzUsuńNiemniej zauważ paradoks- facet mówi, czyim jest psychofanem, a ty pakujesz się z promocją rapera, który jest w świadomości największym rywalem ulubionego rapera owego faceta. Albo troll, albo student-luzak z piczowąsem, chodzący w marynarce sportowej i kapelusiku, słuchający Mesa.
Musisz uważać, by ten boomerang nie skosił ci grzywki.
"Być morze"- to tak na marginesie. Wiem, że to podpucha i zrobiłeś to dla serdecznego śmiechu, jak to się sieah na to nabierze. Niemniej morze to dopiero w lipcu zią.
Hehe no może jestem którymś z tej dwójki. Ale tak całkiem serio
OdpowiedzUsuńto ani jednym ani drugim. Straszne że nie załapałem się do zestawienia,
nie wiem tylko czy próg był za nisko czy tez za wysoko.
Proszę też dać spokój mojej grzywce bo nic niestosownego w niej nie widzę. Mój wywód co do beefu był związany z treścią Twojego postu i nie miał na celu wywołania kłótni. Cholera chyba źle zrozumiałem zamysł twórcy że dał możliwość dania komentarzu :/
Na koniec otrzymujesz ode mnie te dwa nagie boomerangi > >
Wiesz to nie forum, to moje podwórko i tutaj musi zawsze wyglądać tak, że to ja mam ostatnie zdanie i mam rację. Taka natura blogaska.
OdpowiedzUsuńByłem nad morzem to wyłączyłem bo nie chciało mi się czytać za dużej liczby zaległych postów.
OdpowiedzUsuńA gdzie Common którego swego czasu bardzo mocno propsowałeś? O ile dobrze pamiętam, był w Twoim top 10 ładnych parę lat temu. Co? Nie przyznasz się teraz? ;)
OdpowiedzUsuńPozdro600 ziom za miażdżenie na forach od lat, można się nie zgadzać, wkurwiać, bluzgać pod nosem, ale siły argumentacji i ciętego języka odmówić nie można. OD TYLU LAT!
Moje top10 się zmieniało przez te lata, jak każdemu pewnie. Jednak Commona chyba nigdy w top 10 nie miałem.
OdpowiedzUsuńsieah, zwycięstwo w beefie stwierdzasz po wzroście popularności w jego efekcie, a nie po tym kto miał rację/lepsze wersy skierowane w przeciwnika/lepsze dissy ogółem?
OdpowiedzUsuńBynajmniej, jakbyś wiedział, ile razy już pokazywałem na faktach, że "Takeover" był lepszy, to byś powiedział "szajse". Chcesz to kiedyś zrobię o tym specjalny wpis.
OdpowiedzUsuńa na marginesie- ciężko za zwycięzce uznać kogoś, kto dziś w przemyśle muzycznym znaczy niewiele (czyli Nas). Jay rozdaje karty, promuje nowych artystów, kupuje drużyny koszykarskie, działa charytatywnie, promuje eventy kulturalne. A co robi Nas?
OdpowiedzUsuńSieah, a może słówko o Ice-T, co myślisz; zdziwiłem się, że brak go w wartych wymienienia skoro Ice Cube jest.
OdpowiedzUsuńczytasz w moich ostatnich myślach ziom. planowałem duży wpis o Ice-T i jego roli w hip hopie. Muszę sobie jednak lekko odświeżyć jego dyskografię. Bardzo lubię tego rapera, kto nie zna "Freedom Of Speech" niech się lepiej nie wychyla.
OdpowiedzUsuńKiedy w końcu ta premiera RICANstruction? Miała być 1 maja, przełożono na 26 a dalej widu i słychu o niej nie ma. Na Amazonie piszą, że wychodzi 1 czerwca, ale release party jest 15. O co tu kurwa chodzi.
OdpowiedzUsuńJeszcze niedawno premiera była na 1 maja... ja już przestałem czekać tak gorączkowo, jak na "Detox" czy "Chico & The Man".
OdpowiedzUsuńZiomki na liście mnie raczej nie dziwią, poza Tupaciem! ;)
OdpowiedzUsuńMógłbyś podrzucić tytuły kilku najciekawszych tracków Chino XL? Ciekawe teksty, mocne pancze itd., wiadome sprawy.
OdpowiedzUsuńTo trochę trudno patrząc na fakt, że pierwsze dwie płyty Chino to praktycznie pancz na panczu. Może "No Complex", "Freestyle Rhymes" albo "Partner To Swing"? Jak chcesz nietuzinkowych konceptów to płyta "Poison Pen" a na niej tytułowy kawałek albo świetny "Skin".
OdpowiedzUsuńJoł Sieah, a jakie masz zdanie o Z-Ro? Zawsze się jarałem jego rapsami, mimo, że produkcja na jego albumach jest w większości tylko "słuchalna", ale teksty ma koleżka na poziomie K-Rino i flow też mordercze jak mu się chce.
OdpowiedzUsuńZ-ro to legenda, aczkolwiek lokalna. Konceptów takich jak K-Rino to raczej nie ma, ale ma porządną dyskografię, a jego ostatni cd to było jedno z większych zaskoczeń roku 2011.
OdpowiedzUsuńa Big L ?
OdpowiedzUsuńJestem hejterem Big L'a.
OdpowiedzUsuńCzemu hejty ? Co ci sie w nim podoba ?
OdpowiedzUsuńnajbardziej przereklamowani
OdpowiedzUsuń