środa, 23 stycznia 2013

Minął tydzień- trzeci..



Podsumowanie trzeciego tygodnia 2013 roku. Tym razem skupimy się na pewnym ważnym wydarzeniu rapersko-prawnym (w końcu każdy Polak cebulak to spec od polityki, ekonomii, piłki nożnej i prawa). Docenimy wagę zgody, nawet wymuszonej sędziowską dostojnością. Pośmiejemy się z osadzonego w areszcie przygłupa, ucieszymy się z zapowiedzi nadchodzącej płyty jednej grupy, a zasmucimy wyraźnym zaprzeczeniem powstawania płyty innej... Powspominamy również, tym razem sięgając dalej, niż poprzednio.



poniedziałek, 14 stycznia 2013

Minął tydzień- drugi...



Podsumowanie drugiego tygodnia 2013 roku. O wiele bogatszy w wydarzenia niż pierwszy. Pojawiły się pierwsze mikstejpy i EP-ki datowane nowym już rokiem. Ktoś wiarygodny potwierdził wstydliwe plotki o znanym raperze, inny kiedyś dobrze rokujący raper robił z siebie durnia, a znany dość powszechnie śpiewak denerwował się na swój label. Dzień jak co dzień, chciałoby się powiedzieć. Wyciekło też kilka fajnych tracków.



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Minął tydzień- pierwszy...



Podsumowanie pierwszego tygodnia 2013 roku. Trochę m.in. o zapowiedziach, pierwszych doświadczeniach z mikstejpami, seksualnym potencjalnym skandalu i dwóch bogaczach jojczących na świat. Samo życie, samo życie, takie właśnie jest.



niedziela, 6 stycznia 2013

Minął tydzień (konkretnie pierwszy)


Zupełnie nowy, tym razem na 100% regularnie kontynuowany cykl będzie prezentował wydarzenia z amerykańskiego świata hip hopu i opatrywał go bezcennym komentarzem waszego ulubionego blogera. Jak można takiego pomysłu nie pokochać? Ten wpis potraktujcie jako wprowadzenie i zaprezentowanie zasad, właściwe podsumowanie już jutro.
Więcej szczegółów, kategorie i, uwaga, konkurs z nagrodą we wpisie właściwym.

niedziela, 23 grudnia 2012

12 kawałków na koniec świata

I co, cebulaki i inne katoliki? Końca świata nie było, co oznacza, że Majowie się mylili, a wy dalej możecie odgrywać wyluzowanych cwaniaków przed monitorami CRT. Jako, że do kolejnego końca jeszcze długo (2060 wg. sir Izaaka Newtona, a jeśli żydzi potrafią coś naprawdę dobrze, to liczyć, więc zwaha na ruchy jak dożyjecie tego roku), możemy spać spokojnie.
Przy tej okazji warto spojrzeć na to, jak Armageddon, poprawnie naukowo Harmagedōn, a po polsku po prostu Armagjedon, widzieli w przeszłości amerykańscy raperzy. Propozycji z mojej strony, zgodnie z datą, dwanaście.



środa, 3 października 2012

Jedyne takie Top 20


Coś się kończy, coś się zaczyna, powiedział Słowacki... czy kto tam kurwa. Zaczyna się mowy rok niebawem, kończy się moje lenistwo blogowe. Szykuję dla was przyjemną niespodziankę, która pojawi się mam nadzieję tutaj jeszcze przed końcem roku. Pojawi się też zapewne recenzja Chiefa Keefa oraz niedzielny wpis poświęcony gorącemu tematowi ostatnich dni... Albo nic się nie pojawi i znowu nie będę nic pisał, jak będę miał kaprys.
No, ale przejdźmy do rzeczy. Druga dziesiątka najlepszych raperów w historii stoi oto przed wami otworem, niczym ta wasza koleżanka, która to się zawsze jej mać zastanawiacie dlaczego tak szybko awansuje. Nie byłbym sobą, sprzedajnym glamrapowym ścierwem, jakbym wam dał wszystko na tacy. O takiego. Tak, zgadliście, 10 obrazków, wy musicie odgadnąć. Tak, było to już, ale rok temu i miałem nadzieję, że zapomnieliście.
Jak już przełkniecie złość, spróbujcie zgadnąć.
Przy zgadywaniu kierujcie się znajomością piosenek, tytułów, płyt, tekstów, a w 2 przypadkach uruchomcie obszar mózgu odpowiedzialny za skojarzenia.


Z-Ro- Angel Dust [October 2, 2012]


Ocena:


Fani dirty southu nie mają łatwego życia. Wyzywani od najgorszych, kojarzeni z najpodlejszymi dokonaniami całego gatunku, tworzą zwykle swoje własne getta. Przewagę nad gettami truskulowców mają zwykle taką, że w ich gronie pojawia się dużo kobiet, podczas gdy u szczękościsków Rawkusowych rolę tę odgrywa najbardziej gibki pasywny. Południowcy z owym brzemieniem ostracyzmu żyją w miarę swobodnie, bo mają swoją tajemną wiedzę. Wiedzą bowiem, że prawdziwy dirty south wygląda zgoła inaczej, niż chcieliby wrogowie, i jakby się uprzeć, to można by spokojnie nie uwzględniać w gronie reprezentantów Lil Wayne'a czy Ricka Rossa. Jako pierwszą salwę w zacięte pyski tradycjonalistów można by załadować kopię najnowszej płyty weterana z Houston, Z-Ro. Płyty z paru względów także tragicznej, ale o tym może później...