poniedziałek, 7 stycznia 2013

Minął tydzień- pierwszy...



Podsumowanie pierwszego tygodnia 2013 roku. Trochę m.in. o zapowiedziach, pierwszych doświadczeniach z mikstejpami, seksualnym potencjalnym skandalu i dwóch bogaczach jojczących na świat. Samo życie, samo życie, takie właśnie jest.



niedziela, 6 stycznia 2013

Minął tydzień (konkretnie pierwszy)


Zupełnie nowy, tym razem na 100% regularnie kontynuowany cykl będzie prezentował wydarzenia z amerykańskiego świata hip hopu i opatrywał go bezcennym komentarzem waszego ulubionego blogera. Jak można takiego pomysłu nie pokochać? Ten wpis potraktujcie jako wprowadzenie i zaprezentowanie zasad, właściwe podsumowanie już jutro.
Więcej szczegółów, kategorie i, uwaga, konkurs z nagrodą we wpisie właściwym.

niedziela, 23 grudnia 2012

12 kawałków na koniec świata

I co, cebulaki i inne katoliki? Końca świata nie było, co oznacza, że Majowie się mylili, a wy dalej możecie odgrywać wyluzowanych cwaniaków przed monitorami CRT. Jako, że do kolejnego końca jeszcze długo (2060 wg. sir Izaaka Newtona, a jeśli żydzi potrafią coś naprawdę dobrze, to liczyć, więc zwaha na ruchy jak dożyjecie tego roku), możemy spać spokojnie.
Przy tej okazji warto spojrzeć na to, jak Armageddon, poprawnie naukowo Harmagedōn, a po polsku po prostu Armagjedon, widzieli w przeszłości amerykańscy raperzy. Propozycji z mojej strony, zgodnie z datą, dwanaście.



środa, 3 października 2012

Jedyne takie Top 20


Coś się kończy, coś się zaczyna, powiedział Słowacki... czy kto tam kurwa. Zaczyna się mowy rok niebawem, kończy się moje lenistwo blogowe. Szykuję dla was przyjemną niespodziankę, która pojawi się mam nadzieję tutaj jeszcze przed końcem roku. Pojawi się też zapewne recenzja Chiefa Keefa oraz niedzielny wpis poświęcony gorącemu tematowi ostatnich dni... Albo nic się nie pojawi i znowu nie będę nic pisał, jak będę miał kaprys.
No, ale przejdźmy do rzeczy. Druga dziesiątka najlepszych raperów w historii stoi oto przed wami otworem, niczym ta wasza koleżanka, która to się zawsze jej mać zastanawiacie dlaczego tak szybko awansuje. Nie byłbym sobą, sprzedajnym glamrapowym ścierwem, jakbym wam dał wszystko na tacy. O takiego. Tak, zgadliście, 10 obrazków, wy musicie odgadnąć. Tak, było to już, ale rok temu i miałem nadzieję, że zapomnieliście.
Jak już przełkniecie złość, spróbujcie zgadnąć.
Przy zgadywaniu kierujcie się znajomością piosenek, tytułów, płyt, tekstów, a w 2 przypadkach uruchomcie obszar mózgu odpowiedzialny za skojarzenia.


Z-Ro- Angel Dust [October 2, 2012]


Ocena:


Fani dirty southu nie mają łatwego życia. Wyzywani od najgorszych, kojarzeni z najpodlejszymi dokonaniami całego gatunku, tworzą zwykle swoje własne getta. Przewagę nad gettami truskulowców mają zwykle taką, że w ich gronie pojawia się dużo kobiet, podczas gdy u szczękościsków Rawkusowych rolę tę odgrywa najbardziej gibki pasywny. Południowcy z owym brzemieniem ostracyzmu żyją w miarę swobodnie, bo mają swoją tajemną wiedzę. Wiedzą bowiem, że prawdziwy dirty south wygląda zgoła inaczej, niż chcieliby wrogowie, i jakby się uprzeć, to można by spokojnie nie uwzględniać w gronie reprezentantów Lil Wayne'a czy Ricka Rossa. Jako pierwszą salwę w zacięte pyski tradycjonalistów można by załadować kopię najnowszej płyty weterana z Houston, Z-Ro. Płyty z paru względów także tragicznej, ale o tym może później...

niedziela, 16 września 2012

DMX- Undisputed [September 11, 2012]




Ocena:




Believe me it could be done somethin's got to give
It's got to change cause I've got a son
I've got to do the right thing for shorty
And that means no more getting high drinking forties
So I get back lookin' type slick again


DMX w 1998

Jak masz czasem wyrzuty sumienia, że nie udało ci się spełnić obietnic noworocznych, to smutna konstatacja po analizie powyższego tekstu pomoże trochę z samopoczuciem. Kariera może człowieka zniszczyć, przetoczyć po dnie, pozbawić honoru, zdrowia, rozsądku i nawet rodziny. DMX z człowieka sukcesu, świętującego triumfy komercyjne z kolejnymi pięcioma płytami, z jednej z najbardziej rozpoznawalnych twarzy tej muzyki zmienił się w przykry i pusty wrak istoty ludzkiej. Wraku, do którego nie przyznaje się już nikt. Od Jaya-Z do Machine Gun Kelly'ego- tak wygląda ta sinusoida.
Jest wiele powodów, dla których DMX powinien już dawno powiesić majk na kołku i zająć się pielęgnacją ogródka. "Undisputed" przejdzie do historii jako wiarygodne tego świadectwo.
Wskrzeszenie kariery tak ciężko doświadczonego przez życie, i własną głupotę, rapera nie mogło się udać. I, co dość smutne, dziś nikogo nie obchodzi to, że DMX wydał właśnie nowy album.


niedziela, 9 września 2012

[Skromny Hołd] Master P


Usiądźcie dzieci i posłuchajcie dziadunia, albowiem historia nie będzie to długa. Za górami, za lasami, a nawet za oceanem, żył sobie człowiek imieniem Percy Miller. Nie urodził się w szlacheckiej rodzinie, nikt nie oczekiwał od niego żadnych gejowskich siłowań się z mieczem tkwiącym w kamieniu, nie wpadłby zapewne na to, by na zgubę smoka wypchać owcę solą i pieprzem, a na widok wielkiego jak cholera demona nie krzyknąłby "you shall not pass" tylko "tam pobiegli". Można powiedzieć, że był zakapiorem, jakich wielu. Spytacie więc, czemu ten jegomość wart jest własnej opowieści? To powiem wam- ponieważ z morałem opowieść to będzie, a na przykładzie Percy'ego i wy wielu rzeczy nauczyć się możecie. Takich, co to się przydadzą w życiu, drętwe komunały typu "miłość jest najważniejsza" zostawiam waszej babci.