czwartek, 15 kwietnia 2010

Arrested Development- Strong (2010)


Ocena 4/5


Alternatywna grupa Arrested Development kojarzyć się może zwłaszcza bardziej wytrwałym fanom rapu, którzy mieli dość cierpliwości, by wertować polskie magazyny poświęcone hip hopowi. Tak wpadł na nich Yours Truly, nie pamiętam który to rok (2003/2004), pierwsze mp3 z Kazaa, jakieś tam pierwsze nieśmiałe próby nawiązania gadki z "ziomalami" o rapie, zniszczone wszystkie kasety z nagranym na nie techno (wydało się co), i pierwsze magazyny o rapie z Empiku. Zapamiętałem, że w którymś z nich oprócz jakichś dupnych wyznań i zwierzeń Ekonoma czy innego O.S.T.R.'a był artykuł właśnie o nich, wtedy się nimi oczywiście nie zainteresowałem, nie, nie, to przyszło potem

Uff, wstęp odwalony, zawsze w nim przecież dawałem jakieś tam przemądre notki biograficzne, tu nie mogę, bo Google za mało wie o Arrested Development, więc świrowałem wspominki, mam nadzieję, że eksperci, którzy więcej o AD wiedzą znudzili się wstępniakiem i zamknęli stronę.

No tak, ale do rzeczy. Debiut Arrested Development pod tym długim i ciekawym tytułem (czczxczx) "3 Years, 5 Months And 2 Days In The Life Of..." uważam za klasyk, i to wcale nie niedoceniony, bo w samym USA ma poczwórną platynę. I to nie tylko single dalej są słuchalne, warto czasem wrócić do tej pozycji, żeby się przekonać, że zachód i Pharcyde czy Del nie mieli wtedy monopolu na porządny alternatywny rap. Potem szczerze mówiąc nie słuchałem niczego od panów, rozpadli się, coś tam wydali, w każdym razie nie interesowałem się.
Tymczasem gdy itsbx. com poczęstował mnie ich nowym albumem, pobierałem z pewną obawą, bo to już pewnie nie to samo.
[Bitch Slap!] ... ale już pierwsze tracki mnie przekonały, że mamy do czynienia z produkcją wyjątkową jak uda Beyonce.
Pierwszy song, Haters, może nie jest jakiś tam odkrywczy pod względem tekstu, ale co innego rzuca się w oczy/uszy- ŻYWE INSTRUMENTY. Odgrywają na tej płycie kapitalną, a nawet, nie zawaham się tak powiedzieć, główną rolę.
Zagłuszają w ogóle nawet te tracki, które lirycznie niezbyt mi podeszły (np. Granola Girl czy Truce). Naprawdę wielkie brawa za całą instrumentalizację, aranżację i mastering podkładów, brzmi to fajnie, świeżo, po prostu tak, jak zwykle brzmią płyty robione na żywo.
Ale ale, AD to nie tylko bity, każdy bardziej ogarnięty fan wie, że są znani także ze swoich zaangażowanych społecznie tekstów. Mamy tu je? Macie! Podzielcie się? Podzielicie!
Jest w czym wybierać- bardziej rozśpiewane "The World is Changing", "Bloddy" opowiada o smutnych wydarzeniach w społeczeństwie, przemocy (Pac i Big wspominani też), a może (co mnie najbardziej zaskoczyło) track propagujący ochronę środowiska i recycling (Greener). Jak chcecie (a wiem, że chcecie) posłuchać o spaczonym spojrzeniu Amerykanów na inne narody i kontynenty, to "The World Is A Friendly Place" powinien wam się spodobać.
Wszystko okraszone tymi ładnymi żywymi podkładami, naprawdę świetnie się tego słucha.

Są też inne tematycznie kawałki- trochę o nas samych, naszym postępowaniu, dawaniu sobie rady (Any Tree But That, So Authentic, La La La), motywujący protest song "Let Your Voice Be Heard".
Inne, trochę bardziej średnie tracki, z gatunku dupeczkowych to takie sobie tekstowo "Granola Girl" z autotune (choć dalej świetne produkcyjnie), czy też traktujący o ciężkiej sztuce godzenia się z kobietą "Truce".
Lirycznie płyta jest zróżnicowana, trafią się nawet braggowe wersy po długiej wstawce śpiewanej (We Rad We Doin' It), na każdym polu zasadniczo Speech i 1 Love czują się dobrze.

Wypada zatem przejść do podsumowania co dobre ziomy zawsze?

Plusy
-świetne żywe instrumenty
-nieobojętne interesujące teksty
-i owych tekstów zróżnicowanie
-doskonałe wstawki śpiewane

Minus
-kilka średniaków (wymienione w recenzji)
-nie każdemu taki rozśpiewany album przypasuje
-i nie każdy przełknie taką atmosferę "tańczmy tańczmy złapmy się za ręce", hardkorowi fani nowego jorku nie polubią tej płyty.

PS: Aha, płyta została wydana tylko w Japonii :(, także na oryginał nie licz, no, chyba że twojego wujka pojebało i ci paczki śle z Japonii a nie z USA.
PS2: Nie, nie będzie recek do 5000 słów.
PS3: Klip do Greener (nooo, ale na chór to jakąś łądniejszą panią mogli co), widać poza tym, że drugi "Earth Song" to to nie jest, budżetowo trochę, ale co tam:

czwartek, 8 kwietnia 2010

Ganxsta N.I.P.- Psych' Swag: Da Horror Movie


ocena sieaha 2,5/5
ocena gravediggera 4/5




Ganxsta N.I.P, Ganksta N.I.P., Gangsta N.I.P. czy może Ganxta N.I.P.? Kto by go tam wiedział... Ważne, że fonetycznie brzmi tak samo. A jak brzmi, to w głowie przeciętnego fana rapu powinno coś się kojarzyć, jakieś elementy wychodzić na front. Tak, to ten pan jest pionierem psycho stylu (niestety, to nie Magik), o czym zresztą nie omieszka on, nawet na niniejszym recenzowanym albumie, wspomnieć czasem.

On chciał powiedzieć, że N.I.P. nie jest typem, którego chciałbyś mieć za sąsiada, chłopczyku. Dobrze wiesz, czego po nim oczekiwać, chciałeś może bólu dorastania i łez nad pierwszą miłością? Nie ma tu też autotune'a i jakiegoś techno z Miami. Sam szczery rap


Wiecie jakie miałem oczekiwanie po tej płycie? Oczyma wyobraźni, znając już tytuł cedeka, widziałem N.I.P.'a realizującego jakiś szalony projekt, koncept interaktywnego filmu, oczywiście krwawego (braains!), już nawet wymyślałem sobie drogi, w którą może Ganksta/Gangsta/Ganxta/Ganxsta pójść, a to zaciskając łańcuch na cudnej szyjce jakiegoś Jamesa Deana, a to gwałcąc brutalnie Kathleen Turner, a to pokazując Hitchcockowi, że napięcie można budować także prowadząc napięcie z gniazdka do organizmu nadzianego na hak reżysera.
Bez przesady, (krew krew krew), N.I.P. nigdy nie był jakimś tam pomysłowym tekściarzem, który czymś tam zaskakiwał, nawet na swojej najlepszej płycie. Prezentuje on raczej dość wyrównany poziom, poniżej którego wg mnie nigdy nie schodził

Niestety, widać Ganksta/Gangsta/Ganxta/Ganxsta (beka co seba) uznał, że nie ma sensu bawić w takie niuanse, i zrobił płytę dość standardową. W szkole rapowej dostałby za to pewnie tróję, ot, zwyczajny szary uczeń, czasem może się tam tnie czy wyrywa skrzydełka muchom, ale poza tym to dobry chłopak i zawsze się kłania.
Nie dokonał na tym albumie Ganksta/Gangsta/Ganxta/Ganxsta (no dobra juz nie będę) niczego, czego już nie pokazał na poprzednich wydawnictwach. Mamy więc i trochę horroru, smażenia móżgów, ranienia, cięć i przemocy, parę ciekawych nawet konceptów, i niezupełnie nieobecną niestety grupkę tracków miernych.
....

1. Horror
Fani tego odłamu nie będą może jakoś specjalnie ucieszenie, ale znalazło się parę kawałków, które ich mogą jakoś tam usatysfakcjonować... dobra dobra, wyjdź, nie jesteś specem od tej dziedziny. Jako fan Necro i Q-unique'a, Lynch Hunga czy ICP wiem, że na tej płycie znajdziesz akurat tyle krwi i przemocy, ile trzeba. Jest tu odkopywanie grobów, wnętrzności, smażenie ich na patelni, jest nawet wers o zabawie z dziećmi w parku który chyba tylko South Park Mexican albo inny Polański mógłby odpowiednio zinterpretować. W zasadzie "Back From Da Grave", "N.I.P. Is Coming" i ogólnie początek płyty powinien przypaść do gustu każdemu fanowi takich rapów
Ale żeby to jakiś przytłaczający klimatem element płyty, to nie mogę powiedzieć. Nie jest to na pewno najlepszy horrorkorowy album w historii. Tracki horrorowe są beznadziejnie rozrzucone po trackliście, bez związku ze sobą.
2. Koncepty
Nie jest źle przyznam, zarówno motyw gadających nabojów (If Da Bullets Could Talk) czy też dialog z Szatanem (Da Reaper Is Back) daje wrażenie, że trochę czasu N.I.P. spędził nad tekstami, niektórymi przynajmniej. Interesujący jest też nawet track z jego spojrzeniem na gospodarkę i społeczeństwo (Mail Man (Recession)) (choć rewelacji jakichś i drugiego Locke'a czy Jellinka się nie spodziewajcie oczywiście). Ciekawy lirycznie też jest "Don’t Be Scared" czyli mix braggadocio z latającymi tu i tam duchami zmarłych, pojawia się nawet Dj Screw, a propsy dla Pimpa C czy A.C. Chilla także polecą.
Ale Michael'a propsować to już przesada, wolałbym by mu pocisnął jak bracia Braunstein
3. Tracki mierne blasphemy!
Zupełnie nie rozumiem sensu niektórych songów. Czemu służą "Rick Ross's" czy "Hustle Man"? Są to dość nieudane tracki traktujące o hustlerce, przechwałki o łańcucach i innych przymiotach prawdziwego kajdaniarza z Miami, a nie horrorkorowca z Houston (to chyba nie słuchałeś zbyt uważnie poprzednich albumów Rowdy'ego) (Kogo? hahahhahuhu!!!1111oneoneone). Nie są to też tracki przesadnie dobrze wyprodukowane, jakiś raper-hustler z prawdziwego zdarzenia (Jeezy, Rick Ross czy Gucci, Tiesto i Kali & Remi) raczej by nie wziął tak niecykających bitów na swój album. Najsłabszych punktem płyty jest zdecydowanie "Strip Club" który udaje bangera, a nie spowodowałby poruszenia i radości nawet w wirującym pokoju pełnym naćpanych 25-latków którzy dopiero co wygrali 6-kę w totka. Nie ma się co oszukiwać, "Fuck You Haters" także dobre nie jest, ot, garść narzekań na fałszywych ludzi którzy zazdroszczą N.I.P.'owi sukcesu (czego?). Nie podobają mi się też niektóre refreny (Psych Swag, Keep It Ganxsta), które są zrobione jakby na odwal się.
Strip Club może rzeczywiście niezbyt udany jest, ale z pozostałymi zarzutami się nie zgadzam. Tracki hustlerskie mają swój klimat, są takie lokalne, dostosowane do warunków w jakich żyje Rowdy, trochę na uboczu klubów, w ciemnej alejce, z której możesz już nie wyjść. "Fuck You Haters" ma dobry bit i po prostu trochę spostrzeżeń na temat ludzi, wolę to niż jakieś smuty polityczno-gospodarcze na tym "Mail Man"


A jak z produkcją? Nienajlepiej. Słychać, że to dość budżetowa produkcja, nie znalazłem tu nawet jednego klimatycznego skurwysyna, jakiegoś takiego krwistego kozaka który by komponował się idealnie z mrocznym tekstem, a te bangery z dupy są żenujące. Nie znaczy to, że nie da się tego słuchać, bity po prostu na tej płycie są, nie odgrywają głównej roli.

Bo nie miały tego robić, bity są ok. I są dobrym tłem do tekstów
Jakiś przykład dobrego bitu z tej płyty?
A choćby Da Reaper Is Back czy Keep it Ganxsta
To nie są dobre bity, po prostu nie są tak złe jak reszta.
Nie wiem, czemu tak się uczepiłeś bitów. Sam mówiłeś, że Back From Da Grave ładnie się komponuje


Wymienione zarzuty niestety nie pozwalają mi wystawić oceny wyższej niż ta pod okładką.
Nie jest to ani najlepszy album N.I.P'a ani nawet jakaś jasna pozycja na nieboskłonie rapu w 2010 roku.
Odejdzie szybko w zapomnienie.
Jeśli lubisz psycho klimaty, trochę krwi, horrorkoru doprawione życiem ulicznym, to jest to płyta dla ciebie. Po prostu wsłuchaj się w treść a nie oczekuj fajerwerków za miliony dolarów. Sprawdźcie tę płytę zanim ją skreślicie.

PS: To ostatni taki wpis, grave twoje poglądy są nie do przyjęcia na moim blogu.
:(

piątek, 26 marca 2010

Method Man, Raekwon, Ghostface- Wu Massacre [March 30, 2010]


Ocena 1,5/5

Hip hopowi zawodnicy wagi ciężkiej Method Man, Raekwon i Ghostface nie raz udowadniali nam, jak wspaniała i niezawodna potrafi być marka Wu-Tang. Fani mogli być zasadniczo spokojni o poziom albumów wydawanych przez tych raperów. Zdarzały się i wpadki (Tical 0, Bulletproof Wallets czy Immobilarity), ale jak mała to kropla w morzu płyt ich autorstwa, to każdy Wu-Maniak zapewne wie. Czy może być coś piękniejszego niż zapowiedź ich wspólnej płyty? Szalony ulicznik Ghost, stonowany ale niebezpieczny Rae i wiecznie spalony Method Man, w myślach podkłady smaży RZA i Mathematics, szykuje się klasyk, prawda?

Tymczasem pierwszy kontakt z albumem rodzi pytanie- KTO DO KURWY NĘDZY PUŚCIŁ W OBIEG TAK NĘDZNE PODKŁADY? Czy panowie nie mają może słuchu, nie słyszą, jak paskudne jest "Our Dreams" albo "Miranda"? Jak średnio-mierne jest "Gunshowers"? A za produkcję nie są odpowiedzialni wcale Lesio i Czesio ze Skwierzyny, mamy tu m.in. RZA, Mathematicsa, Scram Jonesa.
Zdarzają się jaśniejsze światełka w tunelu, "Criminology 2.0" nawet ujdzie, "Dangerous" jest całkiem fajne, "Pimpin Chipp" dałoby radę może na jakimś bootlegu. W to, że RZA, który na ostatnią solówkę Chefa zrobił "Black Mozarta" wyprodukował "Our Dreams" z tym paskudnym refrenem w wykonaniu Michaela, do tej pory nie mogę uwierzyć.
Za produkcję należy się 0/5

Zara, zara!!!- zakrzykną truskulowcy, przecież rap to przekaz, mądrość i prawdziwość z tekstów płynąca.
Zerknijmy zaterm na zawartość liryczną płyty. Ciekawych patentów- zero. Fajnych storytellingów- jeden taki w miarę w miarę od Ghosta niby (Pimpin' Chipp), dwie absolutnie żenujące traktujące o kobietach piosenki, jedna w konwencji love song (Our Dreams), druga w konwencji porno (Miranda), cała masa średniawych ulicznych przechwałek i historyjek, które każdy z nas już gdzieś tam słyszał, a to na 'Supreme Clientele", a to na "OBFCL" , może na "Blackout"?  Nie można odmówić żywotności obrazom, które maluje Ghost we wspomnianym "Pimpin' Chipp", ale czy  Metha na "Criminology 2.0" naprawdę tylko na tyle było stać? Nie brzmi to najlepiej. Skąd się wzięli też goście to nie wiem, Deck jak zawsze spoko, ale reszta brzmi jak przypadkowa zbieranina, która nagrywała wersy 2000 km od studia, zupełnie bez wczucia się w klimat.
Zabrali też w ten sposób to, co mogłoby być mocną stroną tej płyty- jedność trójki wielkich raperów. Ile naliczyliście piosenek, w których wszyscy trzej są razem? ... No właśnie.
Po co robić 12 kawałków i nie dawać tam wersów wszystkich artystów razem? Nie lepiej było w tej konwencji nawet, jak się podoba, zrobić 24?
I jeszcze żeby było śmieszniej/żalośniej, 2 z tych 12 to skity, bardzo ale to bardzo zabawne, łohoho, ironia zabawna, nie skity, dla jasności.

No dobrze, ale czy płyta ma jakieś zalety? Możliwe. Parę kawałków daje radę (Dangerous, wspomniany storytell Ghosta, Smooth Sailing Remix może się wkrecić), no i...
Nie no kurde, coś musi na korzyść przemawiać jeszcze.... w końcu to Wu, Meth, Ghost, Rae...
Sorry, ale poza okładką to takowych rzeczy nie ma.
Dziękujemy ci S.C. Johnson! Eeee to nie tak chyba szło...
Dziękuję trzem panom za zniszczenie marzeń o pięknej hardkorowej płycie która podtrzymałaby udaną ostatnio passę członków Wu-Tang Clan.
Recenzja krótka, bez wgłębiania się w wersy (bo nie ma za bardzo w co się wgłębiać, z powodów opisanych w akapicie dotyczącym liryki), nie chcę się już znęcać nad tym gniotem.
Proponuję o opisywanej pozycji szybko zapmnieć, najlepiej może udawać, że nie wyszła w ogóle.

czwartek, 18 marca 2010

Mini-interwiew with the great K-Rino




1.    First of all, what’s up, how you’re doing?  
I'm fine my friend, thanks alot.

2.    Was it hard for you to keep your head down for all these years?
You never even tried to do a more radio friendly song, ask an rnb star to do your hook, Timbaland to lace you with a hot beat? Or was it always like You portrayed it on ‘Soul Merchants’- going mainstream is for the weak and dumb?
Well...I've never looked at it like i should try to make so called radio songs. I dont have a problem with "radio play", I just have a problem with the politics of radio itself. I have many songs that I believe would've have been well recieved by the radio listening public, but the inability to infiltrate those channels and the political nature of radio is what has kept me off the air.
It wasn't an intentional thing on my part, because I believe that if an artist is making music that will be mentally and spiritaully beneficial to the masses, then why wouldn't he/she want it to be heard on a massive level, which radio can provide? And I don't know any major r n b singers or people i like Timbaland personally, and if I did I would only go to them if I saw a creative connection, that could be made to make a great song. I don't bandwagon popular artists just to try to "get in".
 3.    People love they way You craft your albums, mixing impressive battle songs with those that offer something deeper, conscious, sometimes even mystical. Was it difficult for You to write Your best punchlines, storytellings? It can’t be THAT easy to write down “Astronomical” or “Illusions” just like any other song. How long does it take for K-Rino to write the lyrics for a whole album?
At times you have to put alot of mental effort to come up with creative lines and songs, but other times it just pours out in abundance. It's like the songs writes itself sometimes. That's my favorite way to write, when it just brainstorms out so fast, that i can't even jot down the ideas fast enough, hehe. "Astronomical" and "illusions" were 2 different types of songs, so the process for each was different. "Illusions" was a story, so once I formulated the entire storyline, it made it easy to put together. "Astronomical" is lyrical so it was just a matter of putting the lines together. The time frame to complete songs varies depending on f I'm in a good zone, or not. May take 30-minutes to an hour or it may takes days...
4.    Excluding albums from Houston, what was Your favorite cd from 2009, and why?
I don't have one...honestly i don't listen to much rap these days, so i haven't been keeping up with what's been coming out.


5. Care to play a little game? I give you a name of the MC, and you give me your rating (0 to 5) based on their skills. You can ommit some of them if You like. Lil Wayne (yeah I had to), Bun B, Canibus, Scarface, Nas, 2Pac, Big L, Vinnie Paz, Drake, Ganksta NIP, Kool G Rap, Eminem, K-Rino (!).

Wayne gets a (3.5) he is very skilled...alot of people hate on wayne but his punchlines,style and delivery are very good.
Plus i give a rapper credit who doesn't sound like anybody else in the game And he has his own style.


Bun B (4.0) is very ecumenical, meaning he appeals to all walks of the game. He's a rapper's rapper.
And i have alot respect for what he's done for Texas, and the south in terms of helping to establish us worldwide, and giving us respectability, when people were saying the south had no lyricists.


Canibus (4.5) in my opinion is one of the top 3 lyricists of ALL TIME.
I dont know who the other 2 would be, or what order I would put them in, but I know he's definitely one of them.
People don't appreciated his value as an innovator of pure lyricism, but he's just that.
Scarface( 4.5) is the true pioneer of southern rap. He was the first guy that made all of us down here believe, that we could make it in the industry and be accepted. He's a great storyteller and one of the most underrated in history.
Nas gets a (4.0). He's one of the greats without question... Ether put him on another level. That was classic.


Tupac gets a 4.5 because of his impact and influence, and his ability to captivate

Big L is another underrated rapper, who should be studied and mentioned more. He's a guy who, I think, alot people patterned their styles after.His punchlines back in the late 90's were ahead of the game.he gets a (4.0).

Vinne Paz is just vicious, haha. He's an aggressive MC, who in my opinion can stand with anyone, but again he's one of the underrated greats...(4.0)

Drake is a young talented rapper, who has the complete package as it relates to the industry, but he also is very good pure artist and writer. I have alot of respect for him, plus he can tackle different topics.
He doesnt stay on the same redundant subject matter. (3.5) only because he's a young cat, once he puts in more time, he's up there with the best


Ganksta NIP,the originator of horrorcore... SPC o.g. the best to ever slice a throat, haha. I'm biased, but so what (5.0).

Kool G Rap...is one of the top 5 best mcs EVER,end of story,the lyrical gangsta...(5.0).

Eminem is also one of the greats of all time, he has great wordplay, subject matter and isn't afraid to make his own life an open book, which is really one of the main criterior to being great, because it allows the people to see your human side.(4.0)

And me I'd give myself a 1 haha.
6.   People held their breath to see the effects of You working with Scarface on his “Emeritus” album. Finally K-Rino gained some mainstream attention. Can we expect anything like this anytime soon?
 Probably not, but I can't say for sure. The Face collabo was something we had talked about for years 
It just lined up at that time. It was an honor to get the call.
7.    What are Your thoughts on hip hop being allegedly dead? People seem to blame your coast for it’s assassination…
The people who make that claim and blame the south are haters in my eyes, because if U really feel like the south killed hip hop, then why don't u take it up with the labels, who sign the artists who are "killing" it, instead of whining because U aint sellin no records.Noone says anything about them.
If You're gonna be mad at a guy for riding the bus you should have something to say to the bus driver as well. Hip Hop is diverse supposedly, so my thing is quit hatin' and soak up some game.
8.    How did you end up doing a song with a rapper from my country, Tomb? Have you heard anything else about Poland? I know you have somefriends in Germany, ever been to Poland? 
Well he hit me up online and we connected like that.
That's how most of my collaborations take place. I've never been to Poland, but I'd love to come do a show someday.
9.    Any plans of doing an european tour?
Not at the moment.
10. Which K-Rino album sold the most?
My first cd- "Stories from the black book"...
11.    And which K-Rino’s album is the best, according to K-Rino?
Ii can't say which is the best, haha. That's like choosing which one of Your children U love the most. I have several favorites, so it's very hard. Ii like to let the fans debate that one.
12.    Is it hard to remember Your lyrics, ever had any problems with certain lines flowing out of Your head during a concert?
Yeah because I got so many songs...haha.
I forget the words all the time. I just laugh it off and freestyle when it happens. Ii think I have written over a thousand songs, so it's tough to remember them at times.
13.    When can we expect another Rino album? Any spoilers? Guests, producers etc.?
I'm in the early stages of a new cd right now...I don't have a title yet, but I will soon. I can say it's gonna be a raw one though.
14.    Are You content with all that Barack Obama has done for the american community so far?
Well he's pretty much in a situation that he cannot fix. 
America is doomed to fall.economically, socially, spiritually, morally, politically, It's all messed up, and GOD is angry with the way America has conducted herself throughout the world, and it's treatment of black people, and other countries across the planet.
Barack didn't create the problems that exist, but he has unfortunately inherited them. As Minister Farrakhan said, his heart is in the right place, but his position as president still doesn't give him power to deal with the TRUE wicked powers, that govern this country, so he's fighting a losing battle unfortunately.
15.    What are Your favorite non-rap musicians?
That's easy...Prince, Sam Cooke, Stevie Wonder, Michael Jackson, Rudy Ray Moore aka Dolemite.
16.    Thanks for the interview, keep up the good work, good luck.  
Thanks for having me and peace. myspace.com/spckrino www.southparkcoalition.webs.com






















niedziela, 7 marca 2010

Kobieta w rapie

Dzień Kobiet to coroczne święto obchodzone 8 marca, jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Ustanowione zostało w 1910 roku.
 
 

Wyraz szacunku dla ofiar właściwy, sufrażystki w pamięci, Davison tratowana przez rączego rumaka pędzlem Van Gogha na ścianie, Kazia Szczuka w pierwszym rzędzie obok prof. Środy, zacznijmy więc ten pasjonujący, 4,5 godzinny wykład o wyższości kobiety nad mężczyzną.
Najpierw, dla równowagi:




Kobiety, jak wiadomo, mają sporo zalet, wartości, za które je TAK cenimy. Mogą to być wartości wypukłe lub wklęsłe, a dla fanów "old horny lady xxx fucks hard 2 dildos WATCH NOW" nawet obwisłe. Polska jest krajem wartości, przedmurzem, więc z radością je promujemy i rozpowszechniamy.
Choć rapów z naszego pięknego kraju nie słucham, to o tych zza oceanu spokojnie mogę się wypowiadać. A za oceanem też ponoć kobiety są, i to nie tylko Lady Gaga.
Siłą rzeczy więc raperzy ze Stanów musieli wspominać o nich raz, czy tam dwa, no może trzy, ale maksymalnie 1001420014412 razy, zapewniam.

Zróbmy sobie może alfabetyczną wycieczkę po temacie fimejlów w tekstach rapowych.
Nie? To do widzenia, przecież wiem, że nudne.

Na pierwszy ogień- numerki, pominiemy jednak 50 Centa, a zajmiemy się nieżyjącym już dawno 2Pac'iem.
Bywało u niego różnie, od uprzedmiotowiania NAJWSPANIALSZYCH ISTOT NA ŚWIECIE (bla bla) w Temptations do rapowania z szacunkowej pozycji klęczącej w Keep Your Head Up . Miał on na pewno sporo linijek w których wyrażał dla Pań szacunek i miłość, ale sporo także takich całkowicie seksistowskich.
Jako przeciwwagę należy oczywiście wymienić tu 2 Live Crew i ich Me So Horny, które narobiło swoim szowinizmem dużo szumu.


Pod A (jak afrodyzjak) mamy paru rozmaitych świntuchów (AMG, Akinyele), jeden ciekawy track o strachu przed odrzuceniem (Arrested Development- Dawn Of The Dreads), a także dość humorystyczną pozycję o malinkach od zapomnianych już Audio Two pod tytułem Hickeys Around My Neck.

B jak biust! daje nam całkiem spore pole wyboru, od hedonistycznego Big L'a czy równie Dużego Punishera, imprezowych Big Tymers, po delikatniejszego Big Daddy Kane'a, który w kawałku The Lover In You pokazuje nam, jak powinien postępować dżentelman, warto też wspomnieć o pamiętnym featuringu z ikoną Barry White'em na All Of Me

Ce jak cycki! Ewentualnie c jak Cassidy i jego Belly Button wychwalające kolczyki w damskich pępkach.
 Albo jak nie pasuje, to Chino XL i jego pesymistyczne Kreep, dobre dla amatorów rzucania się pod pociąg z powodu kosza od panny dwa piętra niżej. Naturalnie skoro ma to być wpis promujące pozytywne nastawienie do kobiet, to Common i jego The Light

De naturalnie jak dupa! I to taka dobra, najlepiej Vida Guerra, choć J.Lo. również da radę. Diamond D na pewno wiedział, co ma na sumieniu Sally w kawałku Sally Got A One Track Mind z pięknej płyty "Stunts, Blunts & Hip Hop", możecie też chcieć sprawdzić jak przeżywa nieudany związek Danny! na When You Get There, ucieszyć się z tego jak dziewczyny się bawią na Hey Ma remix na płycie The Diplomats, albo pogrązyć się w hedonizmie z Digital Underground i ich Sex Packets

E jak eee... erogenne strefy! EPMD w kawałku "Who's Booty" przestrzegają przed podrywaniem dupeczek które są już zajęte. Everlast czuje się złamany, ale mimo wszystko szczęśliwy z faktu, że zna pewną panią, konkretnie w Broken. Eminem  za to raczy nas nietypową dla siebie przechwalanką o swoim talencie do obracania kobiet w Superman

F jak fingering oczywiście? Nie wiem co po polsku (bo mają być kobiece skojarzenia), ale co tam. Dla fanów smutnych rzeczy naturalnie Fashawn  z jego When She Calls. Żyletki, łzy, rozpacz, samobójstwo, wszystko uwzględnione. Można także przypomnieć odświeżone przez Fugees hasło No Woman No Cry

G jak punkt G! Tu różnie już, Geto Boys na nieprzyjemnym dla pań Dirty Bitch na którym Bushwick daje upust swoim złym emocjom.Guru (życzymy powrotu do zdrowia) przestrzega za to przed sztuczkami sprytnych istot z cyckami na She Knows What She Wantz na płycie Gang Starr, a także zachęca do prokreacji niezłą pościelówką When You're Near ze swojej pierwszej solówki.

jak inicjacja, którą każdy normalny facet po 16-ce ma już za sobą. Ill Al Skratch  tak samo pewnie myślał jak tworzył I'll Take Her bedące zakamuflowaną szowinistyczną prowokacją. Na pewno tak nie myślał za to Immortal Technique tworząc swój epicki storytelling You Never Know.

ciąg dalszy nastąpi, w 2011.



środa, 3 marca 2010

Brother Ali- Us [Sep 22, 2009]



Ocena 4,5/5


Są raperzy, są MC's, są nawet nasi ulubieni raperzy, których kochamy, kupujemy płyty i śledzimy newsy na ich temat w internecie. Są oni, i jest Brother Ali. Żaden z nas na pewno nie chciałby się urodzić z taką twarzą, ale niejeden polski no-skill dałby prawą rękę za ułamek jego zdolności na majku. Eldo na pewno sporo by dał, by swoim nudnym songom nadać choć pozory takiej poetyckości, jaką Brat zaserwował nam choćby na "Here" z płyty "Undisputed Truth". I przy tym ważne jest to, że Ali nie traci umiejętności bitewnych, dalej potrafi zrobić soczysty kawałek bojowy.

Właśnie, nie traci swoich umiejętności, ale czy zawsze to wychodzi na dobre?
Nie wiem, może się narażę, ale wg mnie najsłabszym trackiem na płycie jest "Best@it" z Freeawayem i Joellem Ortizem. Zestawienie niby fajne, znane i cenione marki, ale kawałek jest jak dla mnie zbyt standardowy jak na potrzeby takiej płyty. Jakby któryś z was dał mi tekst Aliego z tego songa, i powiedział, że to cytaty z najnowszego singla Jaya-Z, to nie miałbym obiekcji. Wyszło to bragga takie tradycyjne, pasowałoby na album supergrupy Slaughterhouse, ale nie na "Us" który jest projektem ambitnym.
Podobne odczucia mam co do "Bad Mufucker Pt. 2". Bit jest świetny, Ali dobrze jedzie, nie mam zarzutów do tego tracka, a raczej nie miałbym, jakby znalazł się obok swojej pierwszej części na "Champion EP". Ali jako niegrzeczny chłopak kradnący gimbusom pieniądze na obiadek?

Dudes got they lunch money boosted and they ass beat
"Can I get it back?", fuck naw, don't even ask me


Wyróżnia się ten kawałek negatywnie na tle pozostałych.
Natomiast nie mam nic do "Round Here", ciekawie napisanego tracka w stylu braggadocio, ale niekoniecznie tak oczywistego jak dwa wcześniej wymienione.

No tak, zaczęliśmy od wad. Ale czy to są rzeczywiście minusy mogące wpłynąć na ocene końcową? NIE. Spokojnie, kręcenie nosem nad tym, że nie cały album jest ambitny, to moje widzimisię, nic innego.
A reszta płyty zachwyca. Bardziej, jak genialne storytellingi, innym razem mniej, jak chyba zbyt dramatyczne "You Say".
Ali opowiada naprawdę ciekawe te historie. I, jak u Krasickiego, zwykle wynika z nich morał. W "The Travelers" patrzymy na świat oczyma czarnego więźnia transportowanego w nieludzkich warunkach statkiem, w nieznane. Dzięki drugiemu wersowi poznajemy zaś pogląd Alego na kwestię tego, jacy jesteśmy, co nas identyfikuje, i ze świadomością jakich swoich błędów powinniśmy żyć.

"Breakin' Dawn" za to to typowy antykonsumpcjonistyczny kawałek. Cóż, jeśli twoim idolem jest Janusz Korwin-Mikke, biedaków postawiłbyś przed plutonem za ich brak zaradności, to historia trędowatego chłopca, zostawionego na pastwę losu w lesie, następnie wychowanego przez zwykłych prostych ludzi, a na końcu wyrażającego sprzeciw w twarz bogatych ludzi, nie przemówi do ciebie.

Trochę wcześniej mamy z kolei całkiem życiowy track "House Keys", który z prostego codziennego życia w bloku przemienia się w niefortunny koniec dla handlarzy bronią i narkotyków.

Fani płakania i wzruszania się przy rapie z radością przywitają "You Say (Puppy Love)" który, jak wspomniałem, trochę zbyt wzruszającą historią nieszczęśliwej miłości chyba jest, albo może to ja już taki nieczuły jestem.

Jak wam mało tego ciężkiego klimatu, to na dokładkę macie "Tight Rope", akurat o tym, jak się trudno dorasta albinosowi, jak się trudno układa życie rodzinne.
Na ostateczne zdołowanie pozostaje chyba tytułowy kawałek, traktujący o ogólnych zasadach którymi kieruje się Ali, i o wymaganym szacunku którego okazywania ciągle wg rapera ludziom brakuje

Na szczęście nie cała płyta jest w takim ciężkim klimacie. "Fresh Air" to nieoczekiwanie pochwała życia, dorobku, znajomości, samego faktu istnienia. Jest nadzieja, że nawet największe przygłupy bez szkoły mogą coś znaczyć, skoro Alemu się udało.

I done did so much cool shit, lived a lifetime in the last two years
Got the memories to prove it
look what a dude who ain't even graduate high school did


Mało? "Crown Jewel" pozwala nam się wczuć w Alego jako istotę doskonałą, mierzącego nieokreślego bliżej hejtera boskim wzrokiem i z kaznodziejską precyzją wymieniającego jego grzechy i głupie błędy.

Jak widać, rozpiętość liryczna płyty jest duża, każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Zwłaszcza fani ambitniejszego tekściarstwa.
Teksty nie są najeżone fajerwerkami słownymi, nie o to raczej w nich akurat na tej płycie zresztą chodzi, stąd tak mało cytatów w tej recenzji. Wszystkie lyricsy są jednak dostępne, choćby na ohhla.com, a uwierzcie, że warto.

Nie można zapomnieć o produkcji, a jest o czym mówić. Za bity odpowiedzialny jest, znany z Atmosphere, Anthony "Ant" Davis. I trzeba przyznać, że wykonał swoją robotę świetnie. Nie znalazłem na płycie żadnego podkładu, na którym postawiłbym krzyżyk.
Wspaniale budują one ów przyciężki trochę klimat albumu. "Fresh Air" jest odpowiednio żwawy, bujający, inspirujący, a "Travelers" przytłaczający i egzotyczny, dopasowując się do tematu idealnie.

Muszę też pochwalić refreny, są naprawdę wspaniałe, a nie zawsze jest o to u raperów łatwo. "Crown Jewel" czy "Tight Rope" to modelowy wręcz przykład tego, jak powinny te, istotne przecież części rapowych kawałków, brzmieć w podziemiu.


Dlatego z czystym sumieniem stawiam 4,5/5. Wg mnie jest to kolejny dżjułel z rąk albinosa. Spodoba się zarówno nerdom, dzięki przytłaczającemu klimatowi, jak i mainstreamowcom, dzięki ciekawej produkcji i dobrym refrenom. Mało było tak uniwersalnych płyt, przynajmniej w minionym 2009.
Będziemy o tej płycie pamiętać nawet za 10 lat. Nawet jeśli wtedy Brother Ali będzie już na tamtym świecie, albo w "Sexy Bitch 2" u boku Akona i Guetty.
Każdą ewentualność bierzemy pod uwagę, żaden koncept nie jest nam obcy w końcu, zupełnie jak Brotherowi przy tworzeniu "Us".


Plusy

- teksty
- koncepty
- bity
- refreny
- uniwersalna
- klimat...

Minusy

- ... który może niesprawdzone jeszcze ucho przytłoczyć
- te gangsterskie elementy, których na szczeście mało

środa, 10 lutego 2010

Canibus- Melatonin Magik [Feb 9, 2010]



Ocena 2,5/5


Liryczny morderca Canibus aka Germaine Williams, czy też może Germaine Propane, zapisał się złotymi zgłoskami w historii tej muzyki jako człowiek-słownik i niezrównany raper bitewny. Znacie jakiegoś rapera który track do klubów nazwałby "Gybaotic"? Albo takiego, który swoją wielkość wyjaśnia poprzez reakcje chemiczno-fizyczne w kosmosie? Ok, znacie, K-Rino, ale Canibus to i tak Canibus. Chrypliwy głos, agresja, ekspresja, nietuzinkowe porównania, to właśnie on.
Jak na geniusza, jest to człowiek chimeryczny, ma na koncie zarówno klasyki (Mic Club, Rip The Jacker) płyty bardzo zacne (2000 BC, For Whom The Beat Tolls), średniaki (Hp Hop 4 Sale, Can-I-Bus) jak i nieporozumienia (C True Hollywood Stories).


Dostaliśmy jednak w 2010 nową płytę i pojawia się pytanie, do której z powyższych kategorii ona trafi? Wg mnie do średniaków, niestety. Dlaczego? Czytaj dalej...

Przede wszystkim, underground to underground, u mnie jest oceniany surowiej, bo raperzy mają czas na doszlifowanie albumu, nie muszą gonić deadline'ów, mają luz koncepcyjny, mogą robić takie single, jakie chcą, bo nikt ich potem z zestawieniem Soundscan nie będzie rozliczał.
A jako, że Canibus to CANIBUS, czyli raper, którzy nagrał No Return i genialny tasiemiec Poet Laureate, to oceniany jest jeszcze surowiej, wg jeszcze wyższych standardów.

Ok, zaczynajmy.
Wprowadza nas Intro które tłumaczy czym jest melatonina, skutki jej niedoboru. Jako intro nawet ciekawe. Swoją drogą, ciekawe czy jakiś inny raper wiec, co to jest melatonina? Bis to jednak Bis ;)

"Melatonin Magik" to Canibus w swoim dobrym stylu, bit brzmiący tak, jakby zrobili go Snowgoonsi. Pozytywnie nastawiony jesteśmy po nim, oj tak.

"Kriminal Kindness" po raz kolejny raczy nas dobrym bitem, cieszy mnie to, bo najbardziej obawiałem się o produkcję właśnie.
Liryka? Zwróciłem uwagę na tę linijkę zwłaszcza

My Survival Skills are past Kris, watch this
You got a rap for every emcee? GO GET IT THEN!
Why you dickride Def Jam, they not your friend?
Make your mind up, I thought you was not with them
Fucking comedy, speaking on flawed philosophies


KRS oberwał. I to mocno. Pamiętacie jak Teacher mówił, że Def Jam w pojedynkę zabiło hip hop? Wreszcie ktoś odważył się podważyć słowa tego bufona i jego bzdurne "jestem hip hopem" teorie na legalnej płycie. Brawo Germaine.
Inne wersy z tego tracka przypominają trochę Mic Club

I will not forsake the light, you can not force me to fight
I will always pay the ultimate price
Whether I am wrong or whether I am right
I've been a martyr all of my life, my archetype talks to the mic
I eat emcees on behalf of Iron Mike
A fireball of the night, an extra-terrestrial airstrike


Brawo Bis.

"hip Hop Black Ops" to kolejny epicki bit, bardzo mi się podoba. Canibus także nie zawodzi.

"The Dragon Of Judah" to już jeden z jaśniejszych punktów na płycie. Poza zwyczajowym dobrym chwaleniem się Canibus wspomina także brudne zagrania różnych ludzi z rapgry, np. Pana Quincy'ego Jonesa III aka QD3 który wg Canibusa oszukał sporo ludzi przy okazji wydawania trylogii "Beef"

I never got a penny off that Beef DVD
You mean all that money went to QD3?
I should have slammed the door in his face
If I was a different nigga, I'da been caught a criminal case


Warto też zacytować wers który wprowadza nas w ten kawałek

Mr. Magorium's metaphor emporium
Vanglorious warriors with deep space euporia
The Dragon of Judah executed the Lion from Narnia
I'm still trying to build God's army up


Takiego Canibusa lubię. Trochę zakręconego, używającego niespotykanych w maisntreamie gier słownych.


Od "Post Traumatic Warlab Stress" zaczyna się równia pochyła, jeśli chodzi o podkłady, ten tutaj jest niestety średni. Panowie występujący gościnnie to porażka, nie chodzi już nawet o ich umiejętności czy technikę, ale oni o jednym, Canibus o czymś innym zupełnie. Kawałek musi mieć jakąś spójność, tymczasem oni sobie smęcą coś o swoich skillsach, a Canibus wyskakuje ze wspominkami, przypomina, jak Lou Lombard (producent Mic Cluba i Priesthood bodajże) oszukał jego i Killah Priesta na pieniądze. Nie lubię takiego chaosu, a to nie jedyny taki przypadek na "Melatonin Magik"

Szybko przechodzimy więc do "Air Strike (Pop Killers)" i... ech. Canibus, największy battle raper w historii zarzucający przeciwnikowi kolor skóry? Tak dissuje najlepszy tekściarz w rapgrze? Dziękuję, skippuję. Gości nie wspominam nawet.

Renegade Schmenegade you pink like lemonade

hmmm, to cytat z Canibusa czy Gucci Mane'a?

"Fraternity Of The Impoverished" to trochę lepszy już song z bragga i garścią spostrzeżeń polityczno-historycznych.

You think the ocean is deep? Fuck with me
Unbelievable bars, unbeatable ads, unspeakable chorus
at an unperceivable course


Even American flag says- Made in China
the national debt says- the US is a vagina
of a black widow spider, spreading blood out, like a geyser


Przywrócił mi ten track chęć do dalszego słuchania płyty.


"Dead By Desing" ową chęć spotęgowało. Jest bardziej wielowątkowe, bit trochę spokojniejszy, ale tematycznie kawałek znacznie cięższy, także z wątkami polityczno-historycznymi

My Melatonin Magik is enhanced by the melatonin tablets
Come take a walk with Canibus, Ardipithecus Ramidus
What the fuck is Melatonin Magik Bis?
I still ain't understanding this shit
Okay, my brain is a microchip
My two balls with a cane is a macro-dick
I rap so sick
I created swine PLOO (flu) out of an infinite mix



Już googlujecie "Ardipithecus Ramidus" i "Swine Flu"? Dobrze.

There are more of us than them
But at the same time they are gods and we are just mortal men
Thirteen levels above thirty three
Let me say it again
They are gods and we are just mortal men
I cannot imagine their power
They put a black family in the White House just so they can take away ours
Trying to plan a great escape? You're a coward
They gon' make us march into a gas chamber make us think we're taking a shower
Mommas and babies is crying
The children of Zion belong to Skynet




"Only Slaves D.R.E.A.M."- to kolejna porcja spostrzeżeń na temat kondycji hip hopu, tym razem mało odkrywcza, a i bit nie zachwyca
Jest też coś ciekawego dla fanów Canibusa, przeczytajcie te zwrotki:

99 percent of my fans ain't nothin'
But scumbag, scumbuckers, blood suckin', cock fuckers


Word? Yeah, I'm about to show you nerds
You book worms really startin' to get on my nerves
I can't talk like you, but I can understand you


Lepiej wam?


"Ripperland"- to za to kolejny jasny punkt, bit bardzo w stylu Stoupe'a z 'Rip The Jacker', dobry wstęp tej laseczki. Canibus także inaczej trochę, spokojniej, głębiej. Dobra odmiana i godna pochwały chęć zróżnicowania tematycznego płyty.


"Stomp On Ya Brain"- i znów słaby podkład dostajemy, dlaczego? Journalist na feacie poniżej krytyki, Canibus dobrze na jego tle wypada, ale nie są to jakieś genialne wersy.

"Beat Butcha Get Em"- nieszczęścia chodzą parami, Bis przemyca parę dobrych linijek
There's no way to tell, even if you got a mic in your grill

ale podkład znowu nie zachęca do ponownego wysłuchania tego kawałka

"Do It Live!"- to song z gościnnym udziałem dobrych raperów, wszyscy trzej dobrze pojechali. Canibus dostosował się tym razem do ich poziomu.

Cause consciously I'm black
subconsciously I'm darker than that
the most controversial artist in rap
when I step on my lyrics, I force them to fall back


"Sharpshootaz Blastin'"- raczy nas bitem, który mógłby zrobić jakiś mainstreamowy kot, nawet Eminem. Dobra odmiana, dobrze się tego słucha. Germaine także nie zawodzi, więc mamy kolejny banger.

"Gold & Bronze Magik"- to ostatni kawałek, i bez wątpienia parę wniosków można po nim wyciągnąć. Raz- Bronze jest niedoceniony, dwa- Copywrite jest znakomity, trzy- Canibus zawiódł po raz kolejny
Germaine, oj Germaine, po co szedłeś drogą rozkmin o rapgrze i świecie, skoro poprzednicy dali wersy w stylu braggadocio?
Wypadłeś leniwie, offbeatowo, bezjajecznie.

Copywrite zjadł ci swoją zwrotką ten kawałek, a kto wie, czy nie całą płytę

Flow's well written
No help given, i'm self driven like a chauffeur
still spittin that crazy shit
You dont like it?
you can suck a fat baby's dick while it's dad babysits


Brawo Copy tym razem. Czas chyba wrócić do jego mixtape'ów.

To wszystko już. Jakie wrażenia? Temida ważąc plusy i minusy tej płyty zapewne trochę pochylałaby się w stronę minusów. Mamy dobrą pierwszą część płyty (pierwsze 5 kawałków) Canibusa mimo wszystko będącego Canibusem i wszystko co się z tym wiąże (czyli jakiś tam poziom liryczny, poniżej którego nie schodzi on nigdy), mamy pare dobrych naprawdę podkładów, pare ciekawych featów i jeden genialny (Copywrite'a), i co warte wspomnienia, Professora Griffa z Public Enemy jako hypemana.

Mamy też sporo słabych bitów, Canibusa będącego tylko Canibusem, bez iskry geniuszu, bez jakichś szalonych konceptów, epickich wersów które zmuszają do sięgnięcia po słownik i google (no, był ten Ardipithecus Ramidus, ale to za mało), chaos tekstowy, za dużo featów bezpłciowych, zero jakiejś większej myśli, spójności na tej płycie.

Szkoda, że taki Fashawn na przykład, nie będący nawet w trzeciej dziesiątce tekściarzy, dostał genialne podkłady, a Canibus znowu jedzie na średniakach.

Szkoda, że taki geniusz liryczny jak Bis, nie raczy nas owym geniuszem, nie zaskakuje, nie każe przewijąć kawałka z pytaniem "o K****, on serio to powiedział??". Jego bragga jest już tu trochę oklepane, rozkminki polityczno-społeczne miałkie, "Ripperland" i "Dead By Design" na szczęście trochę ratują poziom tracków niebgraggowych.

Szkoda, że tak uznany człowiek z takim dorobkiem nie może sobie wreszcie dobrać gości na poziomie. Journalist, DZK, Warbux?



Ocena jest taka, jaką widzicie. Chciałem dać 3/5, z sentymentu, ale sentymentalny byłem juz przy "Hip Hop 4 Sale", koniec taryfy ulgowej.
Dla mnie, fana, który "Rip The Jacker" dał 5/5, recenzowanie takiej letniej, nieelektryzującej, bezpłciowej płyty jest niełatwe.
Nie jest to katastrofa, to taka trója w szkolnej skali ocen, czyli- tragedii nie ma, są dobre strony, ale na kieszonkowe nie licz.

Sami sprawdźcie, czy po sprawdzeniu tej pozycji wasza melatonina nie pozwoli wam zasnąć w nocy.
Ja śpię nad wyraz spokojnie.